Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

O uśmiechaniu się do nieznajomych i „rogalu” na twarzy Gąski

Często bez powodu uśmiecham się do nieznajomych. Może robię to dlatego, bo całkiem nieźle wychodzi mi bycie szczęśliwym człowiekiem, albo po prostu… mam trochę nie po kolei w głowie. Tak czy inaczej jest to przypadłość na tyle rzadko spotykana, że mogę tylko domyślać się, co chodzi po głowach osób, które mijam:

– Co ten gość brał? – Jakiś stuknięty typ. – Czy ja go w ogóle znam? – Z czego on się tak cieszy? – Zrobiłam coś zabawnego? – Chyba mu się podobam.

Ludzie, do których się uśmiecham czasami mnie ignorują, ale częściej odpowiadają uśmiechem. Najbardziej przechlapane mają rowerzystki, które mijam na Otto Blau, bo gdy jeżdżę rowerem, zwykle aż kipi ze mnie radość, energia i dobre samopoczucie, ale to już temat na inny monolog.

Gdy po raz pierwszy spotkałem Martę zwaną Gąską wręcz uderzyła mnie jej pozytywna energia. Od razu wiedziałem, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie, jednak dopiero rok później udało nam się wybrać na wycieczkę rowerową, podczas której w kilka minut powstała spontaniczna, jesienna seria zdjęć. Poznajcie Gąskę i jej zaraźliwy, czarujący uśmiech:

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset
Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Oprócz tego, że ta naturalna dziewczyna ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii, słucha też niezłej muzyki, jeździ na rowerze i robi to z niesamowitą radością! Zobaczcie sami:

Może powiecie, że jestem naiwny, ale jestem przekonany, że gdybyśmy spotykali na co dzień więcej tak pozytywnych i serdecznie nastawionych ludzi to wszyscy czulibyśmy się szczęśliwsi i tego nam – zupełnie bez okazji – życzę :-)

Marchewkowa Mia, ostre koło, Grakaj i przedwiosenna Warszawa

W pierwszych dniach kwietnia po warszawskich chodnikach przemykali jeszcze ludzie owinięci szalikami, a na facebookowych ścianach mnożyły się złorzeczenia względem personifikowanej zimy, która rzeczywiście nieznośnie się już wydłużała. 7 kwietnia nastąpił jednak długo oczekiwany przełom – temperatura przeskoczyła zaklęte „0”, a chmury nareszcie odsłoniły błękitne niebo i optymistycznie nastrajające słońce. Warszawiacy docenili tę zmianę i gromko wyszli na niedzielne spacery, a ja razem z Mią, która miała już „swoje 5 minut” na mojej stronie zabraliśmy zdobyte niedawno ostre koło na Most Świętokrzyski i wykorzystaliśmy je jako rekwizyt do przedwiosennych zdjęć. Fotografii powstało sporo, ale ostatecznie, z pomocą tymczasowego jury (Mia, Agni, Zoś, Pavel, dzięki!) wybór padł na poniższe zdjęcia. Oto marchewkowa Mia, warszawski Most Świętokrzyski oraz londyńskie ostre koło:

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

Piękni, prawda? Czasami wydaje mi się, że nie ma nic bardziej fotogenicznego niż rowery i kobiety ;-) Nie wiem dlaczego tak jest, ale dodają one uroku niemal każdemu zdjęciu, a ich fotografowanie to prawdziwa przyjemność :-)

www.arturgrabias.com

 Na (przed)wiosennym, stołecznym niebie nie mogło zabraknąć ukrywającego się do tej pory balonu Orange :-))

www.arturgrabias.com

A pod balonem… także ja. Choć nie znoszę być po tej drugiej stronie obiektywu, to jakimś cudem Mii udało się pstryknąć mi kilka zdjęć:

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

Czy są już obsadzone role do kolejnej części „Batmana”? Chętnie zagrałbym Jokera… ;-))

www.arturgrabias.com

Kończąc dodam, że widoczne na zdjęciach ostre koło BLB jest obecnie na sprzedaż. Gdyby ktoś był zainteresowany to szczegóły znajdzie w aukcji na Allegro, a jeśli będzie potrzebować więcej informacji to może skontaktować się ze mną bezpośrednio. Tymczasem dużo słońca nam wszystkim!

Ana’s Fall

Na początku listopada 2011 r. jesień zagościła w Warszawie na dobre. Byłem tuż po przeprowadzce do tego miasta, a jedną z osób, które pokazywały mi jego wyjątkowe zakątki była Ana. Zdjęcia poniżej to efekt całodziennego biegania za nią z aparatem, m.in. po Parku Łazienkowskim. Mimo, że – jak to określił Paweł – Ana to „zjawiskowa modelka z magnetyzującym spojrzeniem”, na początku nie pozwalała robić sobie zdjęć. Na szczęście okazało się, że wystarczy porządnie ją nakarmić ;-)

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

Podczas pstrykania przypomniałem sobie, że mój D90 ma funkcję nagrywania filmów. Jeśli dobrze pamiętam to był pierwszy model Nikona (a może w ogóle lustrzanki?), który miał taką możliwość i producent niestety nie wyposażył go ani w autofocus, ani w system stabilizacji obrazu, co widać na spontanicznym, zrealizowanym dla zabawy mini-backstage video z Łazienek Królewskich. Zobaczcie jaka jest sympatyczna! :-)

Mały niedźwiadek przestaje być noworodkiem

Niedawno opublikowałem zdjęcia Tiny będącej w ostatnim etapie ciąży oraz krótkie wideo przedstawiające światu nowo narodzonego Alka. Tymczasem właśnie mija miesiąc od pojawienia się na świecie mojego siostrzeńca, co oznacza, że w jego życiu oficjalnie kończy się tzw. okres noworodkowy. Świąteczne odwiedziny domu rodzinnego były świetną okazją do uwiecznienia tego symbolicznego momentu na zdjęciach. Proszę Państwa, oto z pozdrowieniami od dumnego wujka i rodziców – Alek vel Mały Niedźwiadek i kilka z jego rozbrajających min :)

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

by arturgrabias.com

Wesołych Świąt! :))

Wielkie, niebieskie oczy Agni

Możliwe, że Agnieszka jest największą znaną mi fanką Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz największą miłośniczką twórczości Marcina Świetlickiego i Oscara Wilde’a. Gdyby żył Nietzsche, to niewątpliwie jarałby się faktem, że ma tak zdolną i piękną uczennicę.

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

Bohaterka dzisiejszych zdjęć jest jedną z najbardziej racjonalnych i inteligentnych osób jakie znam. To chyba jedyna znana mi na co dzień osoba, która godzinami potrafi prowadzić inspirujące dyskusje o filozofii, społeczeństwie, literaturze, kulturze… i przy której trzeba mieć się na baczności, bo jeden błąd logiczny w dyskusji niechybnie wykorzysta by powalić nas na łopatki ;-) Przy tym Agnieszka nie straciła ani grama z wrażliwości i słowo pisane, muzykę, obraz – potrafi odbierać całą sobą, choć to drobniutka kobietka jest ;-)

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

Agni ma fioła na punkcie nauki, a literki pochłania w mgnieniu oka. Właśnie kończy ostatni etap studiów przed doktoratem i jestem przekonany, że mimo, iż jest bardzo sympatyczną kobietą to będzie kiedyś z absolutną surowością maltretować kochających się w niej studentów ;-)

fot. arturgrabias.com

fot. arturgrabias.com

Poznaliśmy się, gdy mieszkałem jeszcze w Lublinie. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że znamy się dobrze i długo i chyba właśnie dzięki masie wspólnych doświadczeń Agnieszka rozumie mnie tak dobrze, że jest niemal idealnym przyjacielem „do kieliszka”. „Niemal” tylko dlatego, że lubi gadać o polityce, której ja nie znoszę ;-)

fot. arturgrabias.com

Zosiowe lato

Choć jesień to chyba moja ulubiona pora roku, dzisiejszy chłód na zewnątrz sprawił, że zatęskniłem za latem i dniami, gdy wylegiwanie się na trawie było o wiele przyjemniejsze, a wiejący wiatr mile chłodził i nie powodował zimnych dreszczy. W jednym z takich ciepłych dni, pod koniec lipca odwiedziła mnie urocza, młoda dama. Poniżej kilka kadrów z tego letniego dnia spędzonego z przyszywaną młodszą siostrą – Zosią. Zdjęcia powstały m.in. w jednej z najfajniejszych i najbardziej przyjaznych kawiarni w Wawie – Kafce.

Ta delikatna, młoda kobieta absolutnie nie pasuje do stereotypów o jej pokoleniu, inspiruje i zaskakuje dojrzałością. Zaraża doskonałą muzyką i choć zaprzecza to należy do ukrytej opcji hipsterskiej ;-) Dla zabawy Zosia używa śląskich zwrotów i… ma sentyment do Warszawy. W wolnych chwilach własnoręcznie robi cuda pod szyldem „karmnik” (klik! klik!), np. takie jak widoczna na jednym ze zdjęć koszulka „Young and Awesome”.

Część lata 2012 Zosia spędziła w Wawie i mam nadzieję, że szybko do nas wróci, a za jakiś czas może nawet tutaj zostanie. Tymczasem lada moment może się spełnić jedno z jej marzeń – może zostać redaktorem i fotografem jednego z magazynów muzycznych, czego po cichu jej bardzo zazdroszczę i trzymam kciuki, aby się udało!

Czekając na Alka, czyli Tina w ostatnim miesiącu ciąży

Pod koniec marca w swoim profilu na Facebooku zamieściłem zdjęcie maleńkiej, jasnej kropki:

Od badania USG, podczas którego zostało zrobione to zdjęcie minęło wiele tygodni i ten maleńki pływak ma już nawet wybrane najlepsze imię. Mój ulubiony i póki co jedyny i nienarodzony jeszcze siostrzeniec Alek (Aleksander) jest już wielokrotnie większy od tej małej kropki. Jego mama – Tina, planuje urodzić go lada moment – na początku listopada, jednak jak wiadomo ostateczna decyzja i tak należy do Alka :-) Kilka dni temu odwiedziłem ich obydwoje i korzystając z okazji, mimo niesprzyjających warunków (kiepskie oświetlenie, zastane nienajlepsze tło) zrobiłem im kilka spontanicznych zdjęć. Oto przyszła mama!

Prawda, że przyszła mama jest prześliczna, a brzusio ogromny? Osobiście nie mogę się na nich napatrzeć i zachodzę w głowę jak to możliwe, że z tak wielkim… hm… „utrudnieniem” przed nosem Tina porusza się niemal zupełnie normalnie i ma znacznie więcej energii niż śpiący obok podczas tej mini sesji tata Alka – Grześ. Trzymajcie ze mną kciuki, aby wszystko poszło dobrze i aby debiut porodowy poszedł Tinie możliwie gładko. To już za chwilę!
dumny wujek Art

 

update:

„Alkowi się nie śpieszy, on ma czas. tak ostatnio stwierdził Grześ. W sumie ma to po tatusiu, bo Grześkowi też się nigdy nie śpieszy. ja jestem typową kobietą chcę mieć coś już tu i teraz ;)”

No i ma. No i wszyscy mamy. 24 listopada Tina aka Najdzielniejsza Z Ludzi urodziła Alka. Najfajniejszy z facetów jest cały i zdrowy. Witaj, Młody Człowieku! Wkrótce Mama i Tata pokażą Ci świat. Niech będzie Ci na nim dobrze!

Eloise w magicznych odcieniach szarości

„To, co wielu ludzi nazywa kochaniem, polega na wybraniu jakiejś kobiety i ożenieniu się z nią. Wybierają ją! – przysięgam ci, sam widziałem. Tak jakby w miłości mogło się wybierać, tak jakby to nie był piorun, który strzela w ciebie i zostawia cię zwęglonego na środku patio. Powiedz, że wybierają, bo je kochają, ja myślę, że jest na odwrót. Nie wybiera się Beatryczy. Nie wybiera się Julii. Nie wybierasz ulewy, która zmoczy cię do suchej nitki, gdy wracasz z koncertu.”

„Gra w klasy” Julio Cortazara to jedna z książek, które z Eloise kojarzą mi się najbardziej. Z tą Eloise, którą znałem na przełomie 2007/2008 r., z którego również pochodzą poniższe fotografie. Prawie wszystkie z analogowej Prakticy.

20120916-115651.jpg

20120916-115707.jpg

20120916-115724.jpg

20120916-115809.jpg

20120916-115821.jpg

Zabawy w skojarzenia ciąg dalszy:

Poświatowska. Listy pisane odręcznie, schowane gdzieś w zielonym pudełku. „Zrób ze mną coś swojego” Leguta i czarna świnka goniąca ludzi na rynku w Bytomiu. Śląsk. Uliczki i kawiarnie Paryża. Magiczny Kraków i baldachim w wynajętym mieszkaniu. Pociągi relacji Lublin – Katowice. „Krótkie godziny szczęścia i długie godziny marzeń.” Śniadania na parapecie. Pado kolubię. Calineczkowe 156 cm i Mama baletnica. Na półce książki napisane przez Tatę. Płyta „Happiness is easy”. Marysia Peszek w deszczu maleńkich żółtych kwiatów. Múm i ich fortepianowa mapa. „The Million Dollar Hotel”. OFF Festival jeszcze w Mysłowicach. Lenny Valentino. Louis Armstrong. Street Art i sztuka w niemal każdym wydaniu. Sympatyczna, merdająca ogonem „beczka” w małym pokoju na wielkim łóżku z IKEI lub pod nim. Pianino, którego nigdy nie usłyszałem i Yann Tiersen. „Amelia”. „Harfa traw” i – w końcu – „krótka piosenka o rozstaniu”.

20120916-115833.jpg

20120916-115845.jpg

20120916-115858.jpg

20120916-115906.jpg

20120916-115917.jpg

20120916-115923.jpg

20120916-115930.jpg

Książki do słuchania, czyli magiczny posmak audiobooków (wywiad)

audiobooki

rozmawia Magdalena Chojnacka:

Poszerzając horyzonty coraz częściej sięgamy po książki do słuchania, czyli tzw. audiobooki. W ostatnim czasie stały się one najbardziej esencjonalną formą książki i czymś na kształt kulturowego przeboju. Ruszyła seria wznowień klasycznych dzieł, które można posmakować na płytach CD. Wygląda na to, że każda linijka zagrana na strunie ludzkiego głosu bardziej angażuje emocje i utrzymuje wyobraźnię w świeżości.

W tej estetyce coraz sprawniej porusza się Artur Grabias (Grakaj), który na swojej stronie posluchaj.grakaj.com czyta dzieciom i dorosłym. Z unikalną charyzmą i inwencją Grakaj przenosi nas w magiczny świat książek. Kto rozsmakuje się w tym artystycznym słuchowisku, z pewnością będzie chciał tam wracać częściej. Kolekcja stale się powiększa i można tam posłuchać teksty m.in. Antoine de Saint-Exupery’ego, Grzegorza Ciechowskiego, Marcina Świetlickiego czy Rafała Wojaczka.

Grafiki zasypiania

– „Grakaj czyta dzieciom” narodził się jak większość rzeczy „z potrzeby” – mówi Artur. Bliskie mi osoby stwierdziły kiedyś, że lubią słuchać mojego głosu i „chciałyby, abym czytał im bajki na dobranoc”. Bardzo lubię czytać, jeszcze bardziej sprawiać komuś przyjemność, zatem czasami czytałem im przez telefon, zdarzało się nawet, że ktoś zasypiał.

Ze względu na różne „grafiki zasypiania” często czytanie nie było możliwe, zatem pożyczyłem od jednej z tamtych osób mikrofon, nagrałem pierwszy fragment opowiadania i wysłałem e-mailem. Jedna z osób, które otrzymały nagranie, bez mojej wiedzy przesłała je dalej z moim adresem. Pojawiło się kilka przychylnych głosów i gdy minęło już moje zawstydzenie, zacząłem budować w myślach projekt, który pozwoliłby nie tylko udostępnić książki do słuchania szerszemu gronu, ale także w którym mógłbym wyrazić siebie, między innymi przez wybór tekstów. Gdy już się przełamałem, opublikowałem Grakaj Czyta Dzieciom dla wszystkich.

Atak melodramatycznie – bajecznych tekstów – książki do słuchania

– W osobowości każdego z nas jest dorosły, rodzic i dziecko. Pamiętam, że gdy byłem małym chłopcem, mama bardzo często czytała mi lub opowiadała bajki na dobranoc. Do tej pory potrafię przywołać w sobie pamięć o uczuciach, o światach, o tych wszystkich baśniowych rzeczywistościach, które się we mnie rodziły. Nie wszystko jednak co jest lub będzie na stronie może być dla dzieci przeznaczone. Strona jest utrzymana w konwencji dzieciństwa, bo kieruję ją do „wiecznych dziewczynek” i do „wiecznych chłopców”. Tak nazywam tych, którzy tak jak ja tęsknią za magią dzieciństwa, za rozterkami młodości, za zakochiwaniem się i wyprawami w niezbadane tereny. Za rodzeniem się wszystkich pierwszych emocji i za czasami, gdy nie mogąc zrozumieć tak wielu rzeczy nie tłumaczyliśmy wszystkiego racjonalnie, a tworzyliśmy niezwykłe, magiczne światy. „Grakaj czyta dzieciom” posiada tylko mały pierwiastek z takiego świata, jest przecież tworzony przez dorosłą osobę.

Artur zajmuje się również fotografią, więc te działania wokół których kręci się jego codzienność wypełniają szczelnie wolne chwile.

– Nie mam trudności z wygospodarowaniem wolnej chwili. Rzekłbym raczej, że to odpowiedni czas znajduje mnie. Gdy pojawia się wewnątrz mnie potrzeba zrobienia czegoś, na przykład nagrania fragmentu konkretnej książki do słuchania, rzucam wszystko co mogę i nagrywam. Nie mógłbym wyznaczać sobie na to czasu, bo potrzebuję do tego odpowiedniego uczucia, emocji w sobie, a one niestety nie przychodzą na zawołanie. – kontynuuje Artur. Punktem wyjścia w tym spontanicznym akcie twórczym zawsze jest improwizacja, wyczucie, balansowanie między skrajnościami, ale i szczerość. Czy jest w tym również spora dawka kreacji?

Według Ervinga Goffmana cały nasz świat to teatr, w którym każdy gra główną rolę. Zdajemy sobie sprawę jak nasze działania, zachowanie mogą wpłynąć na innych i zwykle organizujemy je myśląc o tych następstwach. Choć kreacja postrzegana bywa negatywnie, nie chciałbym i nie zamierzam ukrywać, że zarówno nagrania jak i zdjęcia znajdujące się na stronie popatrz.grakaj.com, są przemyślane pod tym względem. Części fotografii i nagrań nie ma na stronie, są dla mnie zbyt intymne, zbyt osobiste bym odważył się podzielić nimi z całym światem, a chyba również i reakcji „świata” nieco się obawiam.

Cała strona jest pod kontrolą autora, to on decyduje o jej zawartości i o tym co inni będą mogli na niej znaleźć, zatem niewątpliwie jest to kreacja. – Niemniej materiały na stronie zamieszczane są nieprzypadkowo. Tak jak dla jednych formą wyrazu są na przykład słowa wpisywane do pamiętnika czy internetowego blogu, tak dla mnie jest to wybór i nagranie konkretnych tekstów, które są przynajmniej częściowo odzwierciedleniem moich uczuć w danej chwili. Nie mógłbym nagrać niczego, z czym nie byłbym w zgodzie, co nie stanowiłoby dla mnie wartości. To, co pojawia się na stronie, swoją genezę ma w emocjach, musi być zatem szczere, choć wraz z upływem czasu może tracić na aktualności.

Forma audiobooków na „Grakaj czyta dzieciom” bardzo Arturowi odpowiada i nie sądzi on, aby kiedykolwiek zamienił głos na coś innego. – Niemniej „ciągła niemożność i wieczne niespełnienie” towarzyszy mi od zawsze, nieustannie poszukuję nowych form i boję się stagnacji. Z pewnością grakaj.com będzie ewoluować, choć jeszcze nie wiem, w którym kierunku.

Dziecko szczęścia?

– Nie zdarza mi się narzekać na brak ogólnie pojętego szczęścia. Należę raczej do tych, którzy jak dzieci cieszą się codziennością i mają swoje małe – wielkie radości. Zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy przyglądam się mozaice tych moich małych szczęść wplecionych w barwy jesieni, odczuwam autentyczną, głęboką radość istnienia. Skutecznie eliminuje ona wszelkie złe myśli. Jest mi dobrze i nie proszę o więcej, ale liczę po cichu na jeszcze trochę.

– Fascynują mnie ludzie, choć zdecydowanie nie jestem duszą towarzystwa – wolę herbatę w cztery oczy, podczas której mogę skupić się na osobie, z którą rozmawiam, niż grupowe spotkania. Fascynują mnie ludzie realni z wszystkimi swoimi zaletami i wadami. I dlatego to o nich najbardziej lubię czytać, o ich codzienności, rozterkach, emocjach i ich światach, wśród których każdy z nich jest inny.

Plany, marzenia

W najbliższych dniach powstaną kolejne książki do słuchania i Grakaj rozpocznie czytanie „dzieciom” słów zmarłego we wrześniu, duńskiego pisarza Willy’ego Breinholsta. Książkę „Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat” czytałem po raz pierwszy w wieku 5 lat i zapewne sporą część mojego pokolenia wprowadzała ona w tajniki poczęcia. Jest dziennikiem dziecka rozwijającego się w łonie matki, począwszy od chwili poczęcia aż do dnia narodzin. Jest absolutnie zabawna i mam nadzieję, że spowoduje uśmiech jeszcze u wielu osób.

– Moje plany nie sięgają zbyt daleko. Marzenia z kolei aż za horyzont, ale nie chciałbym głośno mówić o szczegółach. Mogę jedynie pół żartem, pół serio zdradzić, że będąc dzieckiem marzyłem o podkładaniu głosów do kreskówek. W swoich dążeniach do spełniania marzeń nie spieszę się jednak nigdzie. Raczej spaceruję przyglądając się okolicy i zastanawiając, na której ławce usiąść.

Odpoczywam w samotności. Gdy jestem już mocno zmęczony budzi się we mnie introwertyzm. Jeśli odpoczynek ma przynosić ukojenie duszy, oczyszczenie myśli, to dla mnie jednoznacznie kojarzy się z wyjazdem do rodzinnego domu, z przebywaniem w miejscach, w których się wychowałem, gdzie są jeszcze takie zakamarki, w których trudno o spotkanie jakichkolwiek innych, ludzkich istnień. Odpoczywam z myślami otulonymi szalikiem z nut, bo tylko muzykę zabieram ze sobą wszędzie. Żadnego pośpiechu i spraw niecierpiących zwłoki.

Żeby określić „moją filozofię” życia, musiałbym wybrać to, co najważniejsze, a ja nie lubię i nie chcę wartościować.

Inspirujące przestrzenie

Nie poznałem jeszcze miejsca, w którym chciałbym zostać na stałe. Lubię zmiany i nie przywiązuję się do miejsc w taki sposób, abym nie mógł ich opuścić. Często odwiedzam Kraków, który pozwala mi nawdychać się anonimowości i dostać przyjemnej zadyszki od szeroko rozumianej, wszędobylskiej w tym mieście kultury. Niedawno odkryłem niezwykły pierwiastek Lublina, w którym mieszkam na co dzień. Pierwiastek ten sprawił, że miasto nabrało dla mnie barw i chciałbym jeszcze przez chwilę tu zostać.

A co wzrusza i bawi Artura Grakaja? – Takich rzeczy jest mnóstwo! Nie chcę i nie potrafię bronić się przed pozytywnymi emocjami. Bywają nawet takie dni, gdy jak w „Delikatnieniu” Świetlickiego „byle reklama zmusza mnie do płaczu”.

Rozmawiała Magda Chojnacka.

Fragmenty rozmowy ukazały się 28 listopada 2009 r. w Dzienniku Wschodnim.

Projekt „Grakaj czyta dzieciom” w lipcu 2011 r. został zakończony, zastąpiły go Nagrania Lektora, a sam autor przeprowadził się do Warszawy, w której się z miejsca zauroczył.

Zbyszek i Lilka

Przyjaciele sprzed lat, z którymi parzona kawa, alkohol i papierosy smakowały wyjątkowo bez względu na to, czy delektowaliśmy się nimi w malutkim pokoju Zbyszka, w klimatycznej kafejce u Wieśka czy bladym świtem w wakacje na torach kolejowych. Mieściliśmy się we trójkę na 1-osobowym łóżku i bez przerwy słuchaliśmy muzyki. Ze Zbyszkiem besztaliśmy Lilkę za dołującego Heya, a sami melorecytowaliśmy „Annihilation” A Perfect Circle. Rozkładanie świata na kawałki do rana i stukot pociągu o tory za oknem. Najlepsze wakacje w życiu. Analogowa Praktica.

Photo24_21

Photo09_5A

Photo24_20

Photo19_16

Photo15_12

Photo17_14