Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Po tygodniu z Galaxy S8 z przyjemnością wróciłem do iPhone’a 6

Ciekawostka: na kanale znanego youtubera, jeszcze we wrześniu (2017) będzie streaming z próby samodzielnego naprawienia pękniętego ekranu w S8, co wymaga m.in. podgrzania elementów urządzenia do ponad 100°C. Jeśli chcecie to zobaczyć to dodajcie kanał Handy do obserwowanych na YT :)

Co rusz trafiały do mnie hiper-pozytywne opinie o Samsungu Galaxy S8. Ponoć to obecnie najlepszy dostępny na polskim rynku smartfon z Androidem, jego aparat przebija nawet iPhone’a 7, a Android 7.0 jest znacznie lepszy od Androida 4.3, na którym zakończyłem swoją przygodę z tym systemem.

Prawie nowy Samsung Galaxy S8, ideał + etui MUJJO

Nieco podekscytowany zamówiłem Galaxy S8 Midnight Black i pierwsze wrażenia miałem bardzo dobre. Design telefonu jest naprawdę ładny. Przekonany, że zostanie ze mną dłużej kupiłem do niego równie eleganckie etui Mujjo i uruchomiłem system.

Następne wrażenie – płynność działania systemu jest super! Trudno się dziwić, bo iPhone 6, którego do tej pory używałem ma ponad 3 lata, tylko 1 GB RAMu i procesor 1,4 GHz, a S8 to aż 4 GB oraz taktowanie 2,3 GHz. Świadomość, że jeśli telefon wpadnie do wanny czy że bez obaw będę mógł korzystać z niego w deszczu – też wzmacniały moje poczucie „dobrego wyboru”.

Od pierwszych wrażeń minął ponad tydzień i odetchnąłem z ulgą wracając do przestarzałego już iPhone’a 6.

 

Oto 10 małych grzechów głównych Galaxy S8, przez które z ulgą wróciłem do przestarzałego iPhone’a 6.

1. Czytnik linii papilarnych umiejscowiony zaraz obok aparatu

Totalne nieporozumienie. Dużo już zostało powiedziane w tym temacie, więc nie będę wtórował i napiszę jedynie, że dawno nic mnie tak bardzo nie poirytowało, jak systemowy komunikat Samsunga przypominający, abym „dbał o czystość aparatu”, który brudził się właśnie przez to, że próbując użyć czytnika linii papilarnych dotykałem soczewki.

2. Zbędny przycisk fizyczny Bigsby

Mogę sobie tylko próbować wyobrazić jak bardzo ktoś w Samsungu naciskał na dodanie tego przycisku. Bez instalacji dodatkowego softu nie można go programować, a mi często zdarzało się przypadkowo wciskać. Tymczasem funkcja jest po prostu zbędna i przez swoje wyeksponowanie – irytująca.

3. Domyślnie włączone przekłamanie kolorów zdjęć i filmów

Pierwsza myśl podczas przeglądania zdjęć czy filmów to „- Wow! Jakie żywe kolory ma wyświetlacz! Jaki kontrast!”.

– Nope.

Wszystkie zdjęcia i filmy, które odtwarzamy mają „podbite” kolory i kontrast, co znaczy, że gdy oglądacie zdjęcia znajomych na Instagramie to widzicie je nie tak, jak chcieli autorzy, ale z nałożonym dodatkowym filtrem. Każdy, kogo interesuje fotografia uzna, że to słabo, bardzo słabo. Na szczęście można to wyłączyć.

fot. http://www.androidauthority.com/samsung-galaxy-s8-red-tint-fix-768219/

 

4. Śmieci od producenta

Już pierwszego dnia usunąłem oprogramowanie operatora i wgrałem oryginalne Samsunga, aby pozbyć się „śmieci”, czyli zbędnego softu i wizualizacji operatora. Niestety, nawet po tej operacji pozostał soft Samsunga – podobnie, jak w przypadku softu od operatora – w większości zbędny i robiący bałagan. Jest kilka fajnych funkcji, np. odblokowywanie smartfona skanerem tęczówek czy korekta dźwięku dostosowana do naszego słuchu i jakości słuchawek, ale większość jest zbędna.

5. Dublowanie funkcji Androida

Niektóre domyślnie zainstalowane aplikacje dublowały się funkcjami. Chyba. Nawet po paru dniach nie udało mi się tego do końca rozgryźć. Zmiany wyglądu systemu mogłem dokonywać z androidowego menu ustawień oraz przez aplikację od Samsunga. I to nie było to samo. Użycie obu sprawiało, że niektóre wizualizacje były z jednej aplikacji, a inne z ustawień.

6. Mnogość i nieintuicyjność ustawień

Czy wiecie jak w Androidzie w S8 włącza się bardzo przydatną funkcję rozmów przez WiFi? – Nie, nie wchodzi się w ustawienia systemu i nie szuka się ustawień połączeń. W ustawieniach WiFi też nie ma. Trzeba wejść w aplikację do wykonywania połączeń i tam zmienić ustawienia.
Wydawać by się mogło, że ogromne możliwości konfiguracji to duży plus w stosunku do dość zamkniętego iOSa, ale z drugiej strony to przekleństwo, bo aby dostosować system do swoich potrzeb trzeba naprawdę dużo się nagimnastykować. Ustawienia domyślne pozostawiają wiele do życzenia.

7. Brak „swipe” w nawigacji

Możliwe, że to przez jakieś patenty Apple, ale w Androidzie nie można nawigować po funkcjach przesuwając ekran w lewo lub w prawo. Tak, jest przycisk Wstecz, ale jest dla mnie znacznie mniej wygodny i intuicyjny niż „swipe left”. No i przycisku „do przodu” już nie ma.

8. Kilka aplikacji o takiej samej nazwie

Niektóre aplikacje w systemie miały te same nazwy. True story, nie wiem dlaczego Android w S8 na to pozwala. Miałem np. dwie aplikacje o nazwie Kalendarz. Jedna, z której korzystam na co dzień – zainstalowana samodzielnie z Google Play i druga, która była chyba zainstalowana w systemie. Problem łatwy do rozwiązania, wystarczy skasować nieużywaną appkę, ale tego problemu w ogólnie nie powinno być.

9. Niezbyt ładny design niektórych funkcji systemowych

Jasne, ktoś powie, że to kwestia gustu, ale porównajcie klawiaturę Androida i iOS. Dla mnie – bez wątpienia ta druga jest ładniejsza i bardziej czytelna. Podobnie, jeśli porównamy ich animacje. Takiego nie do końca ładnego designu jest więcej.


fot. https://www.androidcentral.com/what-keyboard-are-you-using-your-galaxy-s8

 

10. Niedoskonała kopia zapasowa i przenoszenie zawartości

Android w S8 domyślnie pozwala zrobić kopię zapasową zawartości telefonu, aby odtworzyć ją z chmury – w razie utraty telefonu lub wymiany na inny. Niestety, działa to wybiórczo i o ile podstawowe informacje, kontakty, pliki oraz aplikacje są przenoszone to już ustawienia aplikacji nie i konieczne było ich ponowne konfigurowanie. To w Androidzie naprawdę sporo pracy.

W tym miejscu przypomina mi się grzech nr. 5 – w telefonie można znaleźć dwie kopie zapasowe – jedna Androida i jedna Samsunga. Czym się różnią? Nie jestem pewny.

Tymczasem w iOS – WSZYSTKO odtwarza się 1:1. Apple robi to od lat tak doskonale, że po odtworzeniu kopii zapasowej moglibyśmy nawet nie zauważyć, że zmieniliśmy telefon.

 

Inne

Problemy z Android Pay
To jedna z najbardziej irytujących rzeczy, choć celowo umieszczam ją poza listą grzechów Samsunga, bo możliwe, że przyczyna leżała gdzie indziej, np. po stronie banku.

Otóż dość często, bo w ok. 10-20% przypadków – przy próbie płatności przez Android Pay (mBank) – aplikacja nie pozwalała mi dokonać płatności i wyświetlała ekran nakazujący skorzystanie z czytnika linii papilarnych lub podanie kodu odblokowania systemu:

 

 

Oczywiście działo się to przy odblokowanym ekranie.

Po przyłożeniu palca / wpisaniu kodu – nic się nie zmieniało – podobnie płatność była odrzucana i wyskakiwał ten sam komunikat. Następnego dnia, w tym samym czytniku kart – problemu nie było.

Nawet jeśli to problem z bankiem to uważam, że aplikacja powinna poinformować mnie, że coś jest nie tak po jego stronie.

 

Podsumowanie

Z wszystkimi wymienionymi grzechami można byłoby żyć na co dzień po prostu się do nich przyzwyczajając. Nie twierdzę, że iOS jest lepszy niż Android. Przeciwnie: w ciągu kilku lat Android zrobił ogromny skok jakościowy i brawa mu za to.  Wydaje mi się, że oba systemy mają obecnie porównywalną liczbę „małych grzechów”, za to modyfikacje Samsunga odczuwalnie psują „czystego robota” i w wyścigu smartfonów przechylają szalę zwycięstwa na stronę Apple.

 

Gdy po tygodniu z Galaxy S8 przełożyłem kartę SIM z powrotem do leciwego iPhone’a – odetchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się zadowolony, że mogę wrócić do iOS. Całkowicie minęła mi ochota na migrację do Androida, choć niewykluczone, że wróci, gdy pojawi się Pixel 2.

 

Ciekawostka: na kanale znanego youtubera, jeszcze we wrześniu (2017) będzie streaming z próby samodzielnego naprawienia pękniętego ekranu w S8, co wymaga m.in. podgrzania elementów urządzenia do ponad 100°C. Jeśli chcecie to zobaczyć to dodajcie kanał Handy do obserwowanych na YT :)

Xiaomi Mi Band Plus (1S) na iPhonie – recenzja

Osobom zainteresowanym gadżetami nie trzeba przedstawiać firmy Xiaomi, która jakiś czas temu wypuściła na rynek urządzenie z kategorii „smart band” – opaskę Mi Band. To urządzenie bez wyświetlacza „jedynie” mierzyło ilość zrobionych kroków oraz „jakość” naszego snu (na podstawie ruchów) i wibracjami powiadamiało nas o przychodzących połączeniach. Opaska szybko zdobyła popularność głównie za sprawą świetnej ceny – w polskich sklepach internetowych kosztuje ok. 80-100 zł.

W ostatnim czasie pojawiła się druga generacja tych urządzeń – Mi Band Pulse znana również jako Mi Band 1S, która poza znanymi do tej pory funkcjami posiada wbudowany pulsometr. Zachowana została niska cena – w polskich sklepach internetowych można ją dostać za ok. 150 zł.

Mi Band Pulse

Mi Band Pulse

Wbrew pozorom nie jest łatwo znaleźć oficjalne informacje na jej temat jeśli nie znacie chińskiego. Anglojęzyczny opis produktu i specyfikację znajdziecie na stronach xiaomi-mi.com. Nie będę powielał tych informacji, a jedynie po krótce opiszę jak mają się do rzeczywistości, bo nie wszystko jest tak piękne jak opisuje to Xiaomi :-)

Opaski używałem z iPhonem 5:

+ pulsometr działa i to chyba przyzwoicie

Po założeniu Mi Band Pulse i Apple Watcha na jedną rękę wyniki prowadzonych przez kilka minut pomiarów były zbliżone.

pomiaru pulsu można dokonywać tylko „na życzenie”

Nie ma możliwości ustawienia, aby pomiar był dokonywany co jakiś określony czas. Musimy uruchomić aplikację i przejść do odpowiedniej funkcji. Co prawda jednej z nocy po przebudzeniu zauważyłem, że pomiar uruchomił się sam (sygnalizują to migające diody po wewnętrznej stronie opaski), ale nie znalazłem wyników na liście pomiarów, więc pewnie aplikacja wykorzystuje je jedynie do określania „jakości” snu.

+ opaska jest wygodna i odporna na przemoczenie

Mi Band nie jest tak lekki, aby nie było go czuć na ręku, ale też zupełnie nie przeszkadza. Według producenta jest „odporna na zachlapania” i choć nie miałem okazji przetestować jej na basenie to nie zdejmowałem jej idąc pod prysznic i ciągle działa bez zarzutu.

+ wizualnie Mi Band daje radę

Choć ogólnie to nie mój styl to czarna, gumowa, hipoalergiczna opaska wraz ze srebrnym urządzeniem na środku nie wyglądają źle i nie rzucają się w oczy. We wszystkich sklepach, w których widziałem nową Mi Band była sprzedawana z czarną opaską, ale można osobno dokupić oryginalne opaski w innych kolorach oraz dedykowane opaski w przeróżnych stylach. Jeśli będziecie szukać opaski dla siebie to póki co jesteśmy skazani na zagraniczne sklepy czy serwisy typu AliExpress. Co ważne – Mi Band Plus ma odrobinę inne wymiary od swojego poprzednika, więc opaski z pierwszej generacji nie pasują do drugiej.

Mi Band Pulse

Mi Band Pulse

– nie działa na rowerze

Niby oczywiste, w końcu to tylko działający w oparciu o ruchy ręki krokomierz, ale na swojej stronie Xiaomi informuje: „Evening biking? All the better! Do not forget to wear Mi Band, and all the information about your mileage will be displayed on the smartphone screen.”. Może ta opcja jest dostępna tylko na Androidzie, albo czegoś nie ogarnąłem? W iPhonie w żaden sposób nie udało mi się przekonać Mi Fit (oficjalnej aplikacji dla opaski) do zliczania odległości pokonanej na rowerze.

+ bateria to mistrz

Po dwóch dniach BARDZO intensywnego używania – stan baterii wynosił ok. 90%. Pewnie za kilka dni, gdy przestanę bawić się opaską i będę „tylko” jej używać zużycie baterii znacznie się zmniejszy i opaska wytrwa obiecane przez producenta – 3-4 tygodnie i to jest super!

pasek jest zbyt długi dla drobnych kobiet

Pasek, wg. zapewnień producenta powinien być uniwersalny. Na moim ręku zapina się mniej więcej w połowie i jest bardzo ok. Niestety na ręku mojej dziewczyny nawet po maksymalnym skróceniu (ok. 15 cm) jest zbyt luźny i jeśli będzie chciała mieć podobną to bez mechanicznego skrócenia czy poszukania zamiennika się nie obędzie:

Mi Band Pulse

w iOS powiadamianie wibracją tylko o przychodzącym połączeniu

Niestety oryginalne oprogramowanie na iOS pozwala, aby opaska wibrowała powiadamiając nas tylko o przychodzącej rozmowie. Żadne inne notyfikacje na iPhone’ach, np. nowe wiadomości czy inne powiadomienia – nie są obsługiwane. Zdaje się, że aplikacja na Androida ma większe możliwości,  ale akurat nie miałem pod ręką żadnego „robota”, więc nie mogę tego potwierdzić.

+ budzenie wibracją jest bardzo miłe

Oprogramowanie opaski pozwala na ustawienie budzika poprzez wibrowanie opaski o określonej porze i to z kontrolą fazy snu. To działa i nie spodziewałem się, że budzenie przez wibrację na ręku jest o tyle przyjemniejsze od budzenia dźwiękiem :)

automatyczne odblokowywanie ekranu telefonu nie działa w iOS

Nie jest zaskoczeniem, że ta funkcja działa tylko z Androidami (minimum 5.0), ale dodaję tę informację na wypadek, gdyby ktoś po lekturze materiałów reklamowych Xiaomi miał wątpliwości.

ładowanie tylko przez specjalny kabel

Jeśli chcemy naładować Mi Band to wsuwamy go w specjalny kabel. Nie ma możliwości naładowania go typową ładowarką do smartfonów. Zdecydowanie więc lepiej nie zgubić tej ładowarki, przynajmniej dopóki nie są łatwo dostępne w Polsce.

– nie współpracuje z popularnymi aplikacjami, jednak wysyła dane do Apple Health

Niestety, przynajmniej na razie Mi Band współpracuje na iOS tylko z oficjalną aplikacją Mi Fit. Endomondo, RunKepper czy inne popularne na iOS aplikacje do mierzenia aktywności fizycznych nie znajdują opaski i nie pozwalają wykorzystywać jej do liczenia kroków czy pomiarów pulsu. Małym plusem jest wysyłanie danych (kroków, snu, energii i wagi) do aplikacji Zdrowie, czyli oficjalnego Apple Health.

Podsumowując:

Opaska działa i to zdecydowanie najlepsze co możemy dostać w tej, a nawet nieco wyższej kategorii cenowej. To bardzo udany sprzęt, ale póki co mocno kuleje oprogramowanie do niej (zwłaszcza na iOS), które nie wykorzystuje wystarczająco jej możliwości.

Mi Band Pulse pojawił się na rynku niedawno, więc mam nadzieję, że oprogramowanie wkrótce stanie się znacznie bardziej funkcjonalne, zacznie lepiej obsługiwać powiadomienia, a i zewnętrzni twórcy będą mogli dodać obsługę opaski do swoich aplikacji. Gdy tak się stanie będę mógł powiedzieć, że Mi Band Pulse to najlepszy dostępny na rynku monitor aktywności dla niewymagających użytkowników.

Król bankowości internetowej powrócił – nowy mBank

Choć przywitał posypanym ekranem logowania:

nowy mbank

to jednak drobiazg (wyczyszczenie cache, czyli kombinacja klawiszy CTRL + R pomogło) i potem było już tylko dobrze. Nowy serwis transakcyjny mBanku, który został dziś udostępniony zdecydowanie „daje radę”. Jest prosty, intuicyjny, ergonomiczny, a mimo to naprawdę szybki (!). Wprowadza kilka bardzo użytecznych drobiazgów, np. darmowe potwierdzenia e-mail czy logowanie za pośrednictwem nazwy użytkownika. Jest też kilka większych funkcji, które dopiero odkrywam, ale już na pierwszy rzut oka wydają się przydatne – np. przekazywanie przelewów bez znajomości numeru konta bankowego odbiorcy (!) czy narzędzie do zarządzania domowym budżetem w oparciu o planowane wydatki. W nowym serwisie oczywiście nie zabrakło mechanizmów grywalizacji, które są nienachalne i wierzę, że mogą spełnić swoją rolę. Moim zdaniem najważniejszą jednak cechą wyróżniającą nowy mBank jest to, że ten serwis naprawdę działa i to działa bez zarzutu – w przeciwieństwie do bezpośredniej konkurencji, która w ubiegłym roku wypuściła nowoczesny, ale niedopracowany produkt, w którym do dziś nie wszystko funkcjonuje prawidłowo.

Nowy mBank ma jeszcze jedną ważną zaletę: jest… po prostu śliczny :-) Otrzymał ładny design zgodny z bardzo udaną, nową komunikacją wizualną marki i ma się miłe wrażenie, że wszystko tu pływa – od chwili zalogowania korzystanie z serwisu zdecydowanie sprawia przyjemność.

mbank.2png

Do mBanku mam duży sentyment, bo był nie tylko pierwszym internetowym bankiem w Polsce, ale także moim pierwszym bankiem w ogóle :) Nie będę się jednak rozwodził o moim postrzeganiu marki, bo to temat na osobny wpis, a ten dotyczy tylko nowego serwisu transakcyjnego. Ten, od kilku lat był w stagnacji i w ubiegłym roku dał się mocno wyprzedzić konkurencji. Po pierwszych testach stwierdzam jednak, że mBank nie tylko odrobił pracę domową i nadrobił zaległości, ale wyszedł przed szereg i znowu wyraźnie wyprzedził pozostałych.

Otto Blau, czyli spełnienie rowerowego marzenia

Więcej niż 100 maili, ponad 700 wiadomości czatu na Facebooku, kilkadziesiąt wiadomości SMS i kilka MMS, tylko 2 spotkania, wiele godzin spędzonych na Allegro i grupach dyskusyjnych, mnóstwo dylematów, przez które po nocach śnił mi się rower i kilka burzliwych dyskusji. Po 44 dniach od rozpoczęcia współpracy z Buacchini biciclette, nieziemsko szczęśliwy mogę pokazać Wam efekty naszej pracy – spełnienie mojego rowerowego marzenia, czyli retro złożone od podstaw z wyjątkową dbałością o każdy element. Poznajcie Otto. Otto Blau:

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

Moim nieskromnym zdaniem to obecnie jeden z najładniejszych rowerów w stolicy :-)

  • szczegóły techniczne roweru można znaleźć tutaj,
  • opis procesu budowy – tutaj,
  • jeszcze więcej zdjęć tutaj,
  • a najbardziej aktualne pod tagiem #OttoBlau na Instagramie

Jestem szalenie zadowolony z efektów i naprawdę nie mogę się zdecydować czy bardziej lubię nim jeździć, czy na niego patrzeć ;-)

update 1 lipca 2013:

W konkursie zorganizowanym przez Natalię Hatalską, w którym zadaniem było „przedstawienie jednego dowolnego designerskiego przedmiotu (produktu) związanego z latem”, Otto Blau zdobył nagrodę w postaci karnetu na Heineken Open’er Festival. Cieszę się ogromnie!

fot. holstee.com

fot. holstee.com

Tymczasem w tempie ekspresowym zabieram się za przygotowania do wyjazdu i sprawdzam jak działają w praktyce obietnice PKP odnośnie przewożenia rowerów. Do zobaczenia na Open’erze!

Update 12 marca 2017 r.:

Po blisko czterech, fenomenalnych latach okazało się, że rama Otto Blau jest pęknięta i nadaje się już tylko do powieszenia na ścianie. Szczegóły tutaj.

Błahol, czyli dobroci z materiału nie tylko dla kurierów rowerowych

Na Facebooku napisali, że znajdę ich pod adresem Solec 18/20. Świetnie! – pomyślałem. Ta ulica jest jakieś 500 m od mojego mieszkania na warszawskim Powiślu, więc wyruszam w pierwszej wolnej chwili. Na miejscu niespodzianka – pod tym adresem jest znany klub 1500m2. Przypinam rower do metalowej barierki i zaczynam się rozglądać. Tuż za wejściem widzę niebieskie logo i strzałkę, na które wcześniej będąc w tym klubie nie zwróciłem uwagi. Oznaczenia kierują do piwnicy. Schodzę. W porównaniu do upału na zewnątrz, tu panuje przyjemny chłód. Długi, ciemny korytarz jest wypełniony rowerami, zapewne pozostawionymi dla pracowni serwisowej kolektywu Cech, a z końca korytarza dobiega muzyka i tajemniczy stukot. Nieco niepewnie kieruję się w jego stronę. Na samym końcu znowu logo i skręcam w prawo. W pomieszczeniu, do którego trafiam, pomiędzy stertami materiałów, szkiców, nalepek i notatek widzę dwóch młodych facetów, takich zupełnie współczesnych, modnie ubranych ziomków, ale siedzących przy… klasycznych maszynach do szycia :)) Widok tak zaskakujący, że przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem kogoś przy takim retro sprzęcie, a na pewno nigdy nie widziałem przy niej tak młodych ludzi, tym bardziej facetów. O całym tym dysonansie zapomniałem już po chwili, gdy jeden ze szwaczy przerwał pracę, wstał od maszyny, podszedł do mnie i powiedział:

– Siema, jestem Błahol.

Błahol, fot. Patryk Wiśniewski

fot. Patryk Wiśniewski

„Drugie nożyczki” to Wojtek. Chłopaki przede wszystkim robią świetne torby kurierskie, ale w ich asortymencie rowerowym znajdują się też inne „dobroci z materiału”: plecaki, t-shirty, pasy na u-locki, torby biodrowe, osłony ramy, a nawet „ocieplacze” u-locka i wiele, wiele innych. Wszystko szyte przez nich ręcznie (!). Zobaczcie zresztą wzorce sami na blahol.pl. Ja od razu zdecydowałem się na pas do u-locka w bardzo dobrej cenie (55 zł) i sam wybrałem kolor podszycia. Efekt jest taki:

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

Jestem bardzo zadowolony i już po kilku godzinach jeżdżenia z tym pasem zdecydowałem się na wymontowanie z ramy roweru zaczepu na u-locka, zastanawiam się jak wcześniej mogłem jeździć bez czegoś tak przydatnego? Nie dość, że pas jest bardzo funkcjonalny (oprócz u-locka można przyczepić do niego np. klucze, a nawet torbę biodrową) to już na pierwszy rzut oka widać, że szwy są zrobione starannie i niełatwo byłoby je zniszczyć. Do tego wszystkiego pas wygląda świetnie! Czy można chcieć czegoś więcej? :)) Jeśli ktoś jednak chciałby to warto wiedzieć, że Błahol podejmuje się także indywidualnych projektów, można np. zamówić torbę z własnym wzorem.

Z ekipą Błahola gada się świetnie, a interesy robi z nimi szybko i bez napinki. Rozwiewając potencjalne wątpliwości dodam, że to NIE jest „wpis sponsorowany” :) Powstał tylko po to, aby polecić świetne produkty i ludzi, którzy jarają się tym, co robią i robią to dobrze. Ja jestem pod wrażeniem i wróżę im karierę. Kontaktować się z nimi można przez Facebooka, mailowo pisząc na [email protected], a także telefonicznie: 698 996 513. Sam z pewnością do nich wrócę, co i Wam polecam. Bierzcie póki woda sodowa nie uderzyła im do głowy i mają przyzwoity cennik! ;))

update: 27 czerwca 2013

Tak jak planowałem wróciłem do Błahola i po dwóch tygodniach oczekiwania na realizację indywidualnego zamówienia do kolekcji dołączył dziś „hip bag”, czyli torba zaczepiana do pasa. Wyszła im lepiej niż się spodziewałem! Tak jak w przypadku pasa mógłbym pisać o jej wykonaniu same dobroci, ale już sobie odpuszczę wszystkie „ochy i achy”. Zdjęcie tym razem już tylko jedno, a do tego z komórki i przemaglowane przez Instagram:

blahol - hip bag