Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Pierwszy raz na rowerze towarowym

Jakiś czas temu na stronie Pełnomocnika Prezydenta m.st. Warszawy ds. komunikacji rowerowej​ przeczytałem, że w Warszawie można za darmo wypożyczać rowery towarowe (tzw. cargo bikes). W tej chwili jest ich 9 i są rozmieszczone w różnych częściach miasta, aby każdy miał do nich możliwie blisko.

Tak się złożyło, że Aga musiała odebrać większe gabarytowo zakupy, więc to była świetna okazja, aby przetestować to rozwiązanie. Upewniliśmy się, że rower jest dostępny w interesującym nas terminie i wybraliśmy się do klubokawiarni Państwomiasto, bo tam mieliśmy najbliżej. Na miejscu wypełniliśmy formularz, otrzymaliśmy kluczyki do zamka​ i ruszyliśmy w drogę.

Okazało się, że na rowerze towarowym jeździ się zaskakująco łatwo. Można nim z powodzeniem przewozić nie tylko zakupy, ale także np. dzieci. Skrzynia w rowerach Urzędu Miasta jest ogromna i wytrzyma nawet do 100 kg, a rower jest tak sprytnie skonstruowany, że nie odczuwa się wiezionego ciężaru, więc jest świetną alternatywą dla kosztownego w utrzymaniu samochodu.

Kto w ogóle chciałby jeździć samochodem, gdy na rowerze jest tyle frajdy?? :-))

My, w drodze po zakupy bawiliśmy się świetnie.

Zdecydowanie polecam! Jeśli ktoś z Was chciałby wypożyczyć rower towarowy w Warszawie to wszystkie potrzebne informacje znajdzie na stronach rowerowych Urzędu Miasta.

Z kolei osoby chcące spotkać ludzi poruszających się na takich rowerach na co dzień i poznać praktyczne zastosowania „cargo bikes” – powinny wybrać się 3 października 2015 r. na CargoWawaFest – I zjazd rowerów towarowych​.

O rowerach towarowych można też poczytać na blogu Jeden samochód mniej.

fot. © Urząd m.st. Warszawy

O uśmiechaniu się do nieznajomych i „rogalu” na twarzy Gąski

Często bez powodu uśmiecham się do nieznajomych. Może robię to dlatego, bo całkiem nieźle wychodzi mi bycie szczęśliwym człowiekiem, albo po prostu… mam trochę nie po kolei w głowie. Tak czy inaczej jest to przypadłość na tyle rzadko spotykana, że mogę tylko domyślać się, co chodzi po głowach osób, które mijam:

– Co ten gość brał? – Jakiś stuknięty typ. – Czy ja go w ogóle znam? – Z czego on się tak cieszy? – Zrobiłam coś zabawnego? – Chyba mu się podobam.

Ludzie, do których się uśmiecham czasami mnie ignorują, ale częściej odpowiadają uśmiechem. Najbardziej przechlapane mają rowerzystki, które mijam na Otto Blau, bo gdy jeżdżę rowerem, zwykle aż kipi ze mnie radość, energia i dobre samopoczucie, ale to już temat na inny monolog.

Gdy po raz pierwszy spotkałem Martę zwaną Gąską wręcz uderzyła mnie jej pozytywna energia. Od razu wiedziałem, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie, jednak dopiero rok później udało nam się wybrać na wycieczkę rowerową, podczas której w kilka minut powstała spontaniczna, jesienna seria zdjęć. Poznajcie Gąskę i jej zaraźliwy, czarujący uśmiech:

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset
Processed with VSCOcam with e8 preset

Processed with VSCOcam with e8 preset

Oprócz tego, że ta naturalna dziewczyna ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii, słucha też niezłej muzyki, jeździ na rowerze i robi to z niesamowitą radością! Zobaczcie sami:

Może powiecie, że jestem naiwny, ale jestem przekonany, że gdybyśmy spotykali na co dzień więcej tak pozytywnych i serdecznie nastawionych ludzi to wszyscy czulibyśmy się szczęśliwsi i tego nam – zupełnie bez okazji – życzę :-)

Ana’s Fall

Na początku listopada 2011 r. jesień zagościła w Warszawie na dobre. Byłem tuż po przeprowadzce do tego miasta, a jedną z osób, które pokazywały mi jego wyjątkowe zakątki była Ana. Zdjęcia poniżej to efekt całodziennego biegania za nią z aparatem, m.in. po Parku Łazienkowskim. Mimo, że – jak to określił Paweł – Ana to „zjawiskowa modelka z magnetyzującym spojrzeniem”, na początku nie pozwalała robić sobie zdjęć. Na szczęście okazało się, że wystarczy porządnie ją nakarmić ;-)

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

Podczas pstrykania przypomniałem sobie, że mój D90 ma funkcję nagrywania filmów. Jeśli dobrze pamiętam to był pierwszy model Nikona (a może w ogóle lustrzanki?), który miał taką możliwość i producent niestety nie wyposażył go ani w autofocus, ani w system stabilizacji obrazu, co widać na spontanicznym, zrealizowanym dla zabawy mini-backstage video z Łazienek Królewskich. Zobaczcie jaka jest sympatyczna! :-)

Pocztówka dla Mi, czyli urodzinowe niekartony

Motyw przekazywania informacji za pomocą słów wypisanych na papierowych kartonach pojawił się już w przynajmniej kilku tworach kulturowych. Jednym z pierwszych był teledysk do „Subterranean Homesick Blues” Boba Dylana, a niedawno motyw ten odżył i spowodował szum w sieci za sprawą Podróżnickich „walczących” za pomocą kartonów z jednym z operatorów. Ja jednak, jako miłośnik nowych technologii nie mogłem się powstrzymać i na swoje potrzeby nieco zmodyfikowałem ten pomysł – w przeddzień ery tabletów, zamiast kartonów wykorzystałem… iPada. Zapraszam na krótki film urodzinowy przygotowany dla Mi:


Obchodzącej dziś urodziny Mi jeszcze raz życzę samych dobroci, a Pawłowi, Moni, Anie i Zosi dziękuję za mentalne wsparcie i cenne sugestie podczas realizacji pomysłu :-)

Czekając na Alka, czyli Tina w ostatnim miesiącu ciąży

Pod koniec marca w swoim profilu na Facebooku zamieściłem zdjęcie maleńkiej, jasnej kropki:

Od badania USG, podczas którego zostało zrobione to zdjęcie minęło wiele tygodni i ten maleńki pływak ma już nawet wybrane najlepsze imię. Mój ulubiony i póki co jedyny i nienarodzony jeszcze siostrzeniec Alek (Aleksander) jest już wielokrotnie większy od tej małej kropki. Jego mama – Tina, planuje urodzić go lada moment – na początku listopada, jednak jak wiadomo ostateczna decyzja i tak należy do Alka :-) Kilka dni temu odwiedziłem ich obydwoje i korzystając z okazji, mimo niesprzyjających warunków (kiepskie oświetlenie, zastane nienajlepsze tło) zrobiłem im kilka spontanicznych zdjęć. Oto przyszła mama!

Prawda, że przyszła mama jest prześliczna, a brzusio ogromny? Osobiście nie mogę się na nich napatrzeć i zachodzę w głowę jak to możliwe, że z tak wielkim… hm… „utrudnieniem” przed nosem Tina porusza się niemal zupełnie normalnie i ma znacznie więcej energii niż śpiący obok podczas tej mini sesji tata Alka – Grześ. Trzymajcie ze mną kciuki, aby wszystko poszło dobrze i aby debiut porodowy poszedł Tinie możliwie gładko. To już za chwilę!
dumny wujek Art

 

update:

„Alkowi się nie śpieszy, on ma czas. tak ostatnio stwierdził Grześ. W sumie ma to po tatusiu, bo Grześkowi też się nigdy nie śpieszy. ja jestem typową kobietą chcę mieć coś już tu i teraz ;)”

No i ma. No i wszyscy mamy. 24 listopada Tina aka Najdzielniejsza Z Ludzi urodziła Alka. Najfajniejszy z facetów jest cały i zdrowy. Witaj, Młody Człowieku! Wkrótce Mama i Tata pokażą Ci świat. Niech będzie Ci na nim dobrze!

Święto Cykliczne 2012 w Warszawie

W niedzielę 3 czerwca 2012 r., w wielu miastach w Polsce miłośnicy i maniacy rowerów wsiedli na swoje kółka (wbrew pozorom nie zawsze dwa), aby celebrować Święto Cykliczne 2012. W tej społecznej inicjatywie po raz pierwszy wzięli udział także cykliści z Warszawy. Jeździłem i ja, a przy okazji na kilku zdjęciach uwieczniłem także innych uczestników Wielkiego Przejazdu :-)

Było przednio! Oprócz blokowania warszawskich ulic (przepraszamy kierowców samochodów, że choć znacznie rzadziej niż oni to my również potrafiliśmy zakorkować ulice) podczas imprezy miały miejsce próby przełamania zabezpieczeń rowerowych przez uczestników – amatorów w tym „fachu”. Bez większych problemów poddały się wszystkie cieńsze i grubsze linki, U-LOCK „z marketu”, a nawet kłódka od łańcucha. Na koniec został U-LOCK „z górnej półki”. Czy udało się do niego dobrać? Nagrałem film z tej próby, więc sami możecie się przekonać:

Więcej informacji o ogólnopolskim Święcie Cyklicznym można znaleźć na stronie organizatorów:
http://swietocykliczne.pl