Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Po tygodniu z Galaxy S8 z przyjemnością wróciłem do iPhone’a 6

Ciekawostka: na kanale znanego youtubera, jeszcze we wrześniu (2017) będzie streaming z próby samodzielnego naprawienia pękniętego ekranu w S8, co wymaga m.in. podgrzania elementów urządzenia do ponad 100°C. Jeśli chcecie to zobaczyć to dodajcie kanał Handy do obserwowanych na YT :)

Co rusz trafiały do mnie hiper-pozytywne opinie o Samsungu Galaxy S8. Ponoć to obecnie najlepszy dostępny na polskim rynku smartfon z Androidem, jego aparat przebija nawet iPhone’a 7, a Android 7.0 jest znacznie lepszy od Androida 4.3, na którym zakończyłem swoją przygodę z tym systemem.

Prawie nowy Samsung Galaxy S8, ideał + etui MUJJO

Nieco podekscytowany zamówiłem Galaxy S8 Midnight Black i pierwsze wrażenia miałem bardzo dobre. Design telefonu jest naprawdę ładny. Przekonany, że zostanie ze mną dłużej kupiłem do niego równie eleganckie etui Mujjo i uruchomiłem system.

Następne wrażenie – płynność działania systemu jest super! Trudno się dziwić, bo iPhone 6, którego do tej pory używałem ma ponad 3 lata, tylko 1 GB RAMu i procesor 1,4 GHz, a S8 to aż 4 GB oraz taktowanie 2,3 GHz. Świadomość, że jeśli telefon wpadnie do wanny czy że bez obaw będę mógł korzystać z niego w deszczu – też wzmacniały moje poczucie „dobrego wyboru”.

Od pierwszych wrażeń minął ponad tydzień i odetchnąłem z ulgą wracając do przestarzałego już iPhone’a 6.

 

Oto 10 małych grzechów głównych Galaxy S8, przez które z ulgą wróciłem do przestarzałego iPhone’a 6.

1. Czytnik linii papilarnych umiejscowiony zaraz obok aparatu

Totalne nieporozumienie. Dużo już zostało powiedziane w tym temacie, więc nie będę wtórował i napiszę jedynie, że dawno nic mnie tak bardzo nie poirytowało, jak systemowy komunikat Samsunga przypominający, abym „dbał o czystość aparatu”, który brudził się właśnie przez to, że próbując użyć czytnika linii papilarnych dotykałem soczewki.

2. Zbędny przycisk fizyczny Bigsby

Mogę sobie tylko próbować wyobrazić jak bardzo ktoś w Samsungu naciskał na dodanie tego przycisku. Bez instalacji dodatkowego softu nie można go programować, a mi często zdarzało się przypadkowo wciskać. Tymczasem funkcja jest po prostu zbędna i przez swoje wyeksponowanie – irytująca.

3. Domyślnie włączone przekłamanie kolorów zdjęć i filmów

Pierwsza myśl podczas przeglądania zdjęć czy filmów to „- Wow! Jakie żywe kolory ma wyświetlacz! Jaki kontrast!”.

– Nope.

Wszystkie zdjęcia i filmy, które odtwarzamy mają „podbite” kolory i kontrast, co znaczy, że gdy oglądacie zdjęcia znajomych na Instagramie to widzicie je nie tak, jak chcieli autorzy, ale z nałożonym dodatkowym filtrem. Każdy, kogo interesuje fotografia uzna, że to słabo, bardzo słabo. Na szczęście można to wyłączyć.

fot. http://www.androidauthority.com/samsung-galaxy-s8-red-tint-fix-768219/

 

4. Śmieci od producenta

Już pierwszego dnia usunąłem oprogramowanie operatora i wgrałem oryginalne Samsunga, aby pozbyć się „śmieci”, czyli zbędnego softu i wizualizacji operatora. Niestety, nawet po tej operacji pozostał soft Samsunga – podobnie, jak w przypadku softu od operatora – w większości zbędny i robiący bałagan. Jest kilka fajnych funkcji, np. odblokowywanie smartfona skanerem tęczówek czy korekta dźwięku dostosowana do naszego słuchu i jakości słuchawek, ale większość jest zbędna.

5. Dublowanie funkcji Androida

Niektóre domyślnie zainstalowane aplikacje dublowały się funkcjami. Chyba. Nawet po paru dniach nie udało mi się tego do końca rozgryźć. Zmiany wyglądu systemu mogłem dokonywać z androidowego menu ustawień oraz przez aplikację od Samsunga. I to nie było to samo. Użycie obu sprawiało, że niektóre wizualizacje były z jednej aplikacji, a inne z ustawień.

6. Mnogość i nieintuicyjność ustawień

Czy wiecie jak w Androidzie w S8 włącza się bardzo przydatną funkcję rozmów przez WiFi? – Nie, nie wchodzi się w ustawienia systemu i nie szuka się ustawień połączeń. W ustawieniach WiFi też nie ma. Trzeba wejść w aplikację do wykonywania połączeń i tam zmienić ustawienia.
Wydawać by się mogło, że ogromne możliwości konfiguracji to duży plus w stosunku do dość zamkniętego iOSa, ale z drugiej strony to przekleństwo, bo aby dostosować system do swoich potrzeb trzeba naprawdę dużo się nagimnastykować. Ustawienia domyślne pozostawiają wiele do życzenia.

7. Brak „swipe” w nawigacji

Możliwe, że to przez jakieś patenty Apple, ale w Androidzie nie można nawigować po funkcjach przesuwając ekran w lewo lub w prawo. Tak, jest przycisk Wstecz, ale jest dla mnie znacznie mniej wygodny i intuicyjny niż „swipe left”. No i przycisku „do przodu” już nie ma.

8. Kilka aplikacji o takiej samej nazwie

Niektóre aplikacje w systemie miały te same nazwy. True story, nie wiem dlaczego Android w S8 na to pozwala. Miałem np. dwie aplikacje o nazwie Kalendarz. Jedna, z której korzystam na co dzień – zainstalowana samodzielnie z Google Play i druga, która była chyba zainstalowana w systemie. Problem łatwy do rozwiązania, wystarczy skasować nieużywaną appkę, ale tego problemu w ogólnie nie powinno być.

9. Niezbyt ładny design niektórych funkcji systemowych

Jasne, ktoś powie, że to kwestia gustu, ale porównajcie klawiaturę Androida i iOS. Dla mnie – bez wątpienia ta druga jest ładniejsza i bardziej czytelna. Podobnie, jeśli porównamy ich animacje. Takiego nie do końca ładnego designu jest więcej.


fot. https://www.androidcentral.com/what-keyboard-are-you-using-your-galaxy-s8

 

10. Niedoskonała kopia zapasowa i przenoszenie zawartości

Android w S8 domyślnie pozwala zrobić kopię zapasową zawartości telefonu, aby odtworzyć ją z chmury – w razie utraty telefonu lub wymiany na inny. Niestety, działa to wybiórczo i o ile podstawowe informacje, kontakty, pliki oraz aplikacje są przenoszone to już ustawienia aplikacji nie i konieczne było ich ponowne konfigurowanie. To w Androidzie naprawdę sporo pracy.

W tym miejscu przypomina mi się grzech nr. 5 – w telefonie można znaleźć dwie kopie zapasowe – jedna Androida i jedna Samsunga. Czym się różnią? Nie jestem pewny.

Tymczasem w iOS – WSZYSTKO odtwarza się 1:1. Apple robi to od lat tak doskonale, że po odtworzeniu kopii zapasowej moglibyśmy nawet nie zauważyć, że zmieniliśmy telefon.

 

Inne

Problemy z Android Pay
To jedna z najbardziej irytujących rzeczy, choć celowo umieszczam ją poza listą grzechów Samsunga, bo możliwe, że przyczyna leżała gdzie indziej, np. po stronie banku.

Otóż dość często, bo w ok. 10-20% przypadków – przy próbie płatności przez Android Pay (mBank) – aplikacja nie pozwalała mi dokonać płatności i wyświetlała ekran nakazujący skorzystanie z czytnika linii papilarnych lub podanie kodu odblokowania systemu:

 

 

Oczywiście działo się to przy odblokowanym ekranie.

Po przyłożeniu palca / wpisaniu kodu – nic się nie zmieniało – podobnie płatność była odrzucana i wyskakiwał ten sam komunikat. Następnego dnia, w tym samym czytniku kart – problemu nie było.

Nawet jeśli to problem z bankiem to uważam, że aplikacja powinna poinformować mnie, że coś jest nie tak po jego stronie.

 

Podsumowanie

Z wszystkimi wymienionymi grzechami można byłoby żyć na co dzień po prostu się do nich przyzwyczajając. Nie twierdzę, że iOS jest lepszy niż Android. Przeciwnie: w ciągu kilku lat Android zrobił ogromny skok jakościowy i brawa mu za to.  Wydaje mi się, że oba systemy mają obecnie porównywalną liczbę „małych grzechów”, za to modyfikacje Samsunga odczuwalnie psują „czystego robota” i w wyścigu smartfonów przechylają szalę zwycięstwa na stronę Apple.

 

Gdy po tygodniu z Galaxy S8 przełożyłem kartę SIM z powrotem do leciwego iPhone’a – odetchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się zadowolony, że mogę wrócić do iOS. Całkowicie minęła mi ochota na migrację do Androida, choć niewykluczone, że wróci, gdy pojawi się Pixel 2.

 

Ciekawostka: na kanale znanego youtubera, jeszcze we wrześniu (2017) będzie streaming z próby samodzielnego naprawienia pękniętego ekranu w S8, co wymaga m.in. podgrzania elementów urządzenia do ponad 100°C. Jeśli chcecie to zobaczyć to dodajcie kanał Handy do obserwowanych na YT :)

Otto Black, czyli „umarł król, niech żyje król!”

Co wiesz o miłości do rowerów?

Minęło prawie 4 lata, od kiedy zbudowaliśmy z Kamsem mojego Otto Blau. Jeździłem tym rowerem niemal codziennie i absolutnie go uwielbiałem. Deszcz? Grad? Pierwsze opady śniegu? Nie szkodzi. Z Otto zawsze było najlepiej, bez względu na to czy z naciągniętą głęboko czapką walczyłem o życie, pedałując przez centrum Warszawy, poznawałem Trójmiejskie plaże na Open’erze czy po prostu cieszyłem się wolnym czasem poznając okolicę.

Nigdy nie czułem takiej wolności, niezależności i szczęścia jak podczas jazdy na rowerze, którego sami wymyśliliśmy.

Czasami miałem ochotę wręcz wyć ze szczęścia. O niektórych przeżyciach podczas jazdy mógłbym śmiało powiedzieć, że były mistyczne, ale i tak wiele osób uważa, że nie jestem tak do końca normalny, więc zostawię szczegóły dla siebie ;-)

Na co dzień czuję się szczęśliwym człowiekiem i jestem przekonany, że w dużym stopniu to właśnie dzięki jeździe na rowerze. Serio :)

you can't buy happiness

„- Panie doktorze, ile czasu mi zostało?”

Intensywne korzystanie z roweru w niemal każdych warunkach sprawiło, że lakier mocno ucierpiał, pojawiły się pierwsze ogniska rdzy i był już  najwyższy czas, aby oddać ramę w dobre ręce do malowania.

O renowację Otto poprosiłem Michała „Dreta” z serwisu BikerStudio, któremu dotychczas powierzałem mój rower na wszelkie naprawy i zawsze byłem z nich zadowolony. Po odebraniu ode mnie Otto i dokładnych oględzinach, Dret musiał jednak, jak lekarz po rutynowym badaniu, przekazać mi złą nowinę:

Na ramie, na skośnej rurce, gdzie blisko 4 lata temu zaspawane zostały ubytki po zaczepach na bidon, po zdjęciu lakieru ukazały się spore pęknięcia:

broken

Jazda na tak uszkodzonej ramie mogła źle się skończyć.

Smutek jak zwykle ogarnął mnie tylko na chwilę i od razu zabrałem się do działania. Miałem do wyboru – wymienić całą rurę (koszt ok. 400 zł, dużo czasu i pracy), albo pożegnać się z ramą i przenieść duszę Otto do nowego szkieletu.

Nie chciałem czekać zbyt długo i miesiącami polować na dobrą ramę do renowacji, miałem też na uwadze, że Otto był jednak odrobinę za duży na moje krótkie nogi, więc wybór padł na inną ramę. Rama Otto Blau zawiśnie na ścianie w mieszkaniu,  a teraz mogę przedstawić Wam nowe wcielenie mojego towarzysza codziennych podróży.

Proszę Państwa, oto reinkarnacja Otto Blau – minimalistyczny, klasyczny rower  Otto Black (sic!):

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Inspiracją do jego budowy był Kinfolk Autumn Johna Buellena, który już 4 lata temu sprawił, że serce zabiło mi mocniej oraz custom na ramie Cinelli Gazzetta zbudowany przez Japończyków z Blue Lug.

Bazą do zbudowania Otto Black została sprowadzona z Londynu, zbudowana na rurkach Reynoldsa, nowa, wzorowana na torowych, stalowa rama BLB Classic-R 4130 Chromoly.

Ciekawostka nr 1: właścicielami londyńskiej firmy Brick Lane Bikes, w której zamówiłem ramę i niektóre części są Polacy – Maciej Wrotek i Janusz
Milewski.

Ciekawostka nr 2: ok. czterech lat temu wygrałem rower stworzony i zbudowany właśnie przez BLB w kooperacji z H&M.

Szukając ramy rozważałem również Włoszkę na rurkach Columbusa – Cinelli Gazzetta Black Friars, ale mimo klasy i kultu, jakim darzona jest marka Cinelli, w tym przypadku musiała ona ustąpić pierwszego miejsca Brytyjce z BLB, która mimo podobnej geometrii ma znacznie ładniejszy, zbudowany na mufach, chromowany widelec, bardziej klasyczne malowanie i klasyczne 1″ stery.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

„Umarł król, niech żyje król!”

Niebieskie („blau”) malowanie poprzedniego wcielenia Otto, choć było piękne i eleganckie to dosyć rzucało się w oczy, co nie do końca mi pasowało. Chyba też, po blisko 4 latach po prostu mi się… znudziło. Wolałem coś bardziej stonowanego i „surowego”. Ponieważ w swoim otoczeniu najbardziej lubię czerń, biel i odcienie szarości tym razem wybór padł na nieśmiertelną czerń, która zwłaszcza na rowerach zawsze prezentuje się z klasą.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black został złożony przez Dreta z BikerStudio na nowej ramie, ale z wieloma używanymi częściami z mojego poprzedniego roweru, co dodaje mu charakteru. Bardzo lubię przetarcia na siodle i obszyciu kierownicy i nie mogę się doczekać podobnych na nowych paskach do nosków.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Jeśli chodzi zaś o praktyczne doznania z jazdy, to już po jeździe próbnej wiedziałem, że od strony technicznej to był strzał w dziesiątkę. Otto Black jest o wiele bardziej zwrotny i to robi ogromną różnicę podczas jazdy. Dret mówi, że to dlatego, że ma inny, torowy kąt ustawienia widelca. Ja się na tym nie znam, ale jeżdżąc na nowym Otto zaczynam wierzyć, że jazda jak w „Premium Rush” jest rzeczywiście możliwa ;-)

A czy Wasze rowery już są gotowe do letniego sezonu?
Do zobaczenia na ulicach! :)

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Król bankowości internetowej powrócił – nowy mBank

Choć przywitał posypanym ekranem logowania:

nowy mbank

to jednak drobiazg (wyczyszczenie cache, czyli kombinacja klawiszy CTRL + R pomogło) i potem było już tylko dobrze. Nowy serwis transakcyjny mBanku, który został dziś udostępniony zdecydowanie „daje radę”. Jest prosty, intuicyjny, ergonomiczny, a mimo to naprawdę szybki (!). Wprowadza kilka bardzo użytecznych drobiazgów, np. darmowe potwierdzenia e-mail czy logowanie za pośrednictwem nazwy użytkownika. Jest też kilka większych funkcji, które dopiero odkrywam, ale już na pierwszy rzut oka wydają się przydatne – np. przekazywanie przelewów bez znajomości numeru konta bankowego odbiorcy (!) czy narzędzie do zarządzania domowym budżetem w oparciu o planowane wydatki. W nowym serwisie oczywiście nie zabrakło mechanizmów grywalizacji, które są nienachalne i wierzę, że mogą spełnić swoją rolę. Moim zdaniem najważniejszą jednak cechą wyróżniającą nowy mBank jest to, że ten serwis naprawdę działa i to działa bez zarzutu – w przeciwieństwie do bezpośredniej konkurencji, która w ubiegłym roku wypuściła nowoczesny, ale niedopracowany produkt, w którym do dziś nie wszystko funkcjonuje prawidłowo.

Nowy mBank ma jeszcze jedną ważną zaletę: jest… po prostu śliczny :-) Otrzymał ładny design zgodny z bardzo udaną, nową komunikacją wizualną marki i ma się miłe wrażenie, że wszystko tu pływa – od chwili zalogowania korzystanie z serwisu zdecydowanie sprawia przyjemność.

mbank.2png

Do mBanku mam duży sentyment, bo był nie tylko pierwszym internetowym bankiem w Polsce, ale także moim pierwszym bankiem w ogóle :) Nie będę się jednak rozwodził o moim postrzeganiu marki, bo to temat na osobny wpis, a ten dotyczy tylko nowego serwisu transakcyjnego. Ten, od kilku lat był w stagnacji i w ubiegłym roku dał się mocno wyprzedzić konkurencji. Po pierwszych testach stwierdzam jednak, że mBank nie tylko odrobił pracę domową i nadrobił zaległości, ale wyszedł przed szereg i znowu wyraźnie wyprzedził pozostałych.

Otto Blau, czyli spełnienie rowerowego marzenia

Więcej niż 100 maili, ponad 700 wiadomości czatu na Facebooku, kilkadziesiąt wiadomości SMS i kilka MMS, tylko 2 spotkania, wiele godzin spędzonych na Allegro i grupach dyskusyjnych, mnóstwo dylematów, przez które po nocach śnił mi się rower i kilka burzliwych dyskusji. Po 44 dniach od rozpoczęcia współpracy z Buacchini biciclette, nieziemsko szczęśliwy mogę pokazać Wam efekty naszej pracy – spełnienie mojego rowerowego marzenia, czyli retro złożone od podstaw z wyjątkową dbałością o każdy element. Poznajcie Otto. Otto Blau:

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

Moim nieskromnym zdaniem to obecnie jeden z najładniejszych rowerów w stolicy :-)

  • szczegóły techniczne roweru można znaleźć tutaj,
  • opis procesu budowy – tutaj,
  • jeszcze więcej zdjęć tutaj,
  • a najbardziej aktualne pod tagiem #OttoBlau na Instagramie

Jestem szalenie zadowolony z efektów i naprawdę nie mogę się zdecydować czy bardziej lubię nim jeździć, czy na niego patrzeć ;-)

update 1 lipca 2013:

W konkursie zorganizowanym przez Natalię Hatalską, w którym zadaniem było „przedstawienie jednego dowolnego designerskiego przedmiotu (produktu) związanego z latem”, Otto Blau zdobył nagrodę w postaci karnetu na Heineken Open’er Festival. Cieszę się ogromnie!

fot. holstee.com

fot. holstee.com

Tymczasem w tempie ekspresowym zabieram się za przygotowania do wyjazdu i sprawdzam jak działają w praktyce obietnice PKP odnośnie przewożenia rowerów. Do zobaczenia na Open’erze!

Update 12 marca 2017 r.:

Po blisko czterech, fenomenalnych latach okazało się, że rama Otto Blau jest pęknięta i nadaje się już tylko do powieszenia na ścianie. Szczegóły tutaj.

Błahol, czyli dobroci z materiału nie tylko dla kurierów rowerowych

Na Facebooku napisali, że znajdę ich pod adresem Solec 18/20. Świetnie! – pomyślałem. Ta ulica jest jakieś 500 m od mojego mieszkania na warszawskim Powiślu, więc wyruszam w pierwszej wolnej chwili. Na miejscu niespodzianka – pod tym adresem jest znany klub 1500m2. Przypinam rower do metalowej barierki i zaczynam się rozglądać. Tuż za wejściem widzę niebieskie logo i strzałkę, na które wcześniej będąc w tym klubie nie zwróciłem uwagi. Oznaczenia kierują do piwnicy. Schodzę. W porównaniu do upału na zewnątrz, tu panuje przyjemny chłód. Długi, ciemny korytarz jest wypełniony rowerami, zapewne pozostawionymi dla pracowni serwisowej kolektywu Cech, a z końca korytarza dobiega muzyka i tajemniczy stukot. Nieco niepewnie kieruję się w jego stronę. Na samym końcu znowu logo i skręcam w prawo. W pomieszczeniu, do którego trafiam, pomiędzy stertami materiałów, szkiców, nalepek i notatek widzę dwóch młodych facetów, takich zupełnie współczesnych, modnie ubranych ziomków, ale siedzących przy… klasycznych maszynach do szycia :)) Widok tak zaskakujący, że przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem kogoś przy takim retro sprzęcie, a na pewno nigdy nie widziałem przy niej tak młodych ludzi, tym bardziej facetów. O całym tym dysonansie zapomniałem już po chwili, gdy jeden ze szwaczy przerwał pracę, wstał od maszyny, podszedł do mnie i powiedział:

– Siema, jestem Błahol.

Błahol, fot. Patryk Wiśniewski

fot. Patryk Wiśniewski

„Drugie nożyczki” to Wojtek. Chłopaki przede wszystkim robią świetne torby kurierskie, ale w ich asortymencie rowerowym znajdują się też inne „dobroci z materiału”: plecaki, t-shirty, pasy na u-locki, torby biodrowe, osłony ramy, a nawet „ocieplacze” u-locka i wiele, wiele innych. Wszystko szyte przez nich ręcznie (!). Zobaczcie zresztą wzorce sami na blahol.pl. Ja od razu zdecydowałem się na pas do u-locka w bardzo dobrej cenie (55 zł) i sam wybrałem kolor podszycia. Efekt jest taki:

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

arturgrabias.com

Jestem bardzo zadowolony i już po kilku godzinach jeżdżenia z tym pasem zdecydowałem się na wymontowanie z ramy roweru zaczepu na u-locka, zastanawiam się jak wcześniej mogłem jeździć bez czegoś tak przydatnego? Nie dość, że pas jest bardzo funkcjonalny (oprócz u-locka można przyczepić do niego np. klucze, a nawet torbę biodrową) to już na pierwszy rzut oka widać, że szwy są zrobione starannie i niełatwo byłoby je zniszczyć. Do tego wszystkiego pas wygląda świetnie! Czy można chcieć czegoś więcej? :)) Jeśli ktoś jednak chciałby to warto wiedzieć, że Błahol podejmuje się także indywidualnych projektów, można np. zamówić torbę z własnym wzorem.

Z ekipą Błahola gada się świetnie, a interesy robi z nimi szybko i bez napinki. Rozwiewając potencjalne wątpliwości dodam, że to NIE jest „wpis sponsorowany” :) Powstał tylko po to, aby polecić świetne produkty i ludzi, którzy jarają się tym, co robią i robią to dobrze. Ja jestem pod wrażeniem i wróżę im karierę. Kontaktować się z nimi można przez Facebooka, mailowo pisząc na [email protected], a także telefonicznie: 698 996 513. Sam z pewnością do nich wrócę, co i Wam polecam. Bierzcie póki woda sodowa nie uderzyła im do głowy i mają przyzwoity cennik! ;))

update: 27 czerwca 2013

Tak jak planowałem wróciłem do Błahola i po dwóch tygodniach oczekiwania na realizację indywidualnego zamówienia do kolekcji dołączył dziś „hip bag”, czyli torba zaczepiana do pasa. Wyszła im lepiej niż się spodziewałem! Tak jak w przypadku pasa mógłbym pisać o jej wykonaniu same dobroci, ale już sobie odpuszczę wszystkie „ochy i achy”. Zdjęcie tym razem już tylko jedno, a do tego z komórki i przemaglowane przez Instagram:

blahol - hip bag

Projekt i budowanie roweru (ostre koło / single speed)

szukasz serwisu rowerowego w Warszawie?

Nareszcie nadszedł czas urzeczywistniania projektu, który chodzi mi po głowie już od dawna: zamierzam zbudować dla siebie rower, zupełnie od podstaw, z każdym podzespołem dobranym wedle własnego gustu. Rower, który z pewnością będzie „oczkiem w głowie tatusia”.

Od kilku miesięcy kolekcjonowałem zdjęcia rowerów, ale niestety mam jedynie stopień „młodszego mechanika rowerowego” ;-), więc zbudowanie go zamierzam powierzyć specjalistom. Poszukiwałem ekipy, która w okresie kwiecień/maj miałaby siły, czas i chęci do zrealizowania ciekawego projektu rowerowego. Oprócz przeznaczonego głównie dla nich opisu projektu poniżej, zamierzam zamieszczać tu relację z budowania roweru, a także opisy problemów i dylematów, na które zapewne trafimy podczas budowania.

PLAN DZIAŁAŃ:

1. Roboczy projekt roweru
2. Znalezienie budowniczego
3. Ponowne oszacowanie możliwości
4. Znalezienie, zakup i przygotowanie ramy
5. Znalezienie i przygotowanie pozostałych części
a) koła (obręcze, piasty, szprychy, opony, zębatka i wolnobieg)
b) siodło i sztyca
c) kierownica i chwyty
d) hamulce i klamki
e) pedały i noski
f) korba
g) łańcuch
h) stery
i) pozostałe
6. Złożenie roweru i regulacje


 1. Roboczy projekt roweru

(14 kwietnia 2013)

Do rzeczy. Poniżej postarałem się możliwie dokładnie opisać to, co chciałbym złożyć. Wszystkie zdjęcia mają charakter poglądowy – pokazują raczej styl/typ/kolorystykę podzespołów, które mnie zainteresowały, a nie odwzorowują dokładnie tego, czego szukam czy tym bardziej marki poszczególnych części. Innymi słowy to projekt, który jeszcze nie jest zamknięty i jestem otwarty na propozycje zmian :-) Przyjmuję na klatę wszelkie konstruktywne uwagi. Poszczególne części nie muszą być nowe, niech jednak będą w bardzo dobrym stanie. Zdaję sobie sprawę, że z tym budżetem nie złożę Kinfolka za 6k, ale mam nadzieję być możliwie blisko ;-)

Maksymalny budżet:
3 000 PLN

RAMA:

  • rura podsiodłowa: 53 lub 54 cm (wzrost 176 cm, dł. nogi 78 cm)
  • odrestaurowanie/przemalowanie starej ramy jak najbardziej ok
  • aluminium i karbon odpada, poproszę klasyczną stal
  • brak lub usunięte przelotki na linkę w górnej części ramy (chcę czasami powozić na niej dziewczyny ;-) )
  • kolor: niejaskrawa zieleń, najchętniej zbliżony do koloru poniżej, raczej metalik, ale inne odcienie zieleni czy kolory/mat też wchodzą w grę:

3

  • srebrny widelec:

4

KIEROWNICA:

  • baranie rogi, chromowana, podobna do tej:

5

  • Owijka/chwyty również tylko w dolnej części kierownicy – jak na zdjęciu powyżej, ale kolor owijki/chwytów: miodowy lub w innym odcieniu brązu (w kolorze siodła i pasków na noskach). Np.:

6

 SIODŁO:

  • miodowy i inne odcienie brązu, w stylu sportowego Brooksa…

7

jednak raczej nie Brooks (pomijając już cenę, zbyt kuszą, a siodło i łatwo skroić na mieście :/)
srebrne nity mile widziane

SZTYCA:

  • kolor: srebrny, poniższa byłaby idealna, ale chyba nie jest łatwo ją zdobyć i nie jest to mój „must have”:

9

HAMULCE:

  • srebrne, przód i tył
  • montaż i typ najlepiej jak na zdjęciu, jednak zgodnie z uwagą w sekcji „rama”:

10

11

KOŁA 28″:

  • obręcze: wysoki stożek, srebrne
  • szprychy, piasty: srebrne, w tym stylu:

34_3

  • opony: całe czarne, 700x23c

PEDAŁY:

  • klasyczne, miejskie
  • kolor: srebrne, w tym stylu:

13

  • noski – srebrne, paski – miodowe/brązowe (w kolorze siodła):

14

KORBA:

  • jednorzędowa, srebrna
  • łańcuch: srebrny

15

 MOSTEK, STERY, ZĘBATKI:

  • srebrne

Raczej wiem, czego chcę w kwestii wyglądu roweru. Z kolei jeśli chodzi o techniczną stronę, marki i rodzaje poszczególnych komponentów to liczę na pomoc i doradztwo ekipy budującej :-)


2. Znalezienie budowniczego

(15 kwietnia 2013)

Jakie cechy powinny mieć osoby składające mój rower? Oczywiście podstawa to ogromna wiedza w temacie, znajomość rynku, cen, niuansów, doświadczenie i zaangażowanie w tworzeniu tego niecodziennego projektu. Zależy mi na kimś, kto nie tylko złoży rower „taki, jakiego chciał klient”, ale będzie też pełnił rolę doradczą i wybijał z głowy kiepskie pomysły. Ważne jest dla mnie, aby ten ktoś traktował projekt jako coś osobistego i dążył do tego, aby obie strony chciały pochwalić się efektem końcowym, choć oczywiście tylko ja zabiorę ten efekt końcowy do domu ;-)

Te wszystkie działania to także biznes. Zdaję sobie sprawę, że płacę nie tylko za poszczególne części i złożenie roweru, ale i za doradztwo, więc potrzebna jest osoba, która nie wykorzysta w negatywny sposób swojej wiedzy i podejdzie fair także do rozliczenia kosztów. Oczywiście najlepiej byłoby, aby był to ktoś zaufany i znany od dawna, jednak po przejrzeniu listy kontaktów nie udało mi się kogoś takiego znaleźć, więc musiałem poszukać inaczej. Spróbowałem m.in. postawić na rekomendacje innych wysyłając zapytania na forach tematycznych. Wyszedłem z założenia, że anonimowe polecenia innych specjalistów mogą się sprawdzić, a i możliwość wpływania na szeroko rozumianą reputację danej osoby oraz weryfikowanie i dyskutowanie propozycji na forum będą przydatne do działań kontrolnych.

Dodatkowo zapytania wysłałem także do kilku lepiej mi znanych, warszawskich firm zajmujących się składaniem rowerów na życzenie klienta – ich usługi zapewniają doświadczenie i prawidłowe formalne rozliczenie, mogą jednak nie zapewniać poszukiwanego przeze mnie zaangażowania i indywidualnego podejścia. Wygląda na to, że obsługa klienta i „customer experience” mają duże znaczenie i w tym przypadku :-)

(16 kwietnia 2013)

Zapytania do firm rowerowych nie spotkały się z oczekiwanym przeze mnie rezultatem. Schematyczne odpowiedzi i wrażenie, że zostały udzielone bez najmniejszego entuzjazmu przeciągnęły szalę na stronę niezależnych specjalistów. Po spotkaniu się z jednym z nich, którego wiedza została zweryfikowana w środowiskach ostrokołowych podjąłem wstępną decyzję o współpracy. Wstępną, bo przyjęliśmy rozliczenie krokowe: zrezygnowaliśmy z tradycyjnego modelu: zaliczka – złożenie roweru – zatwierdzenie i cała kwota, na rzecz rozliczania kosztów przy każdym zakupie części. Dzięki temu, w razie, gdybyśmy trafili na niemożliwe do ominięcia punkty sporne – nie będziemy zmuszeni do współpracy i „Bob Budowniczy” będzie mógł się uwolnić ode mnie, a ja przenieść swój projekt gdzie indziej. Póki co wygląda jednak na to, że obaj jesteśmy nastawieni pozytywnie i mamy duże szanse na wspólne ukończenie projektu.

Z przyjemnością oznajmiam, że do projektu udało mi się przekonać człowieka, który w forumowym światku ostrokołowym jest uważany za jedną z najzdolniejszych i najbardziej merytorycznych osób w zakresie technicznej budowy tego typu rowerów. Od tej pory projekt współtworzy ze mną Kams z Buacchini biciclette i mam wielkie nadzieje na inspirującą i owocną współpracę. Wkrótce pierwsze dylematy i nowe pomysły po zwalidowaniu projektu.


3. Ponowne oszacowanie możliwości

(17 kwietnia 2013)

Mając już opisane wyobrażenie roweru musiałem przedstawić je Kamsowi, którego głównym zadaniem na tym etapie było zweryfikowanie czy mój mockup da się zamienić w realny produkt i czy koszt nie przekroczy budżetu.  Okazało się, że „tragedii nie będzie” ;-)

Byłem w szoku, gdy Kamil już na pierwszy rzut oka potrafił ocenić wartość i markę upatrzonych przeze mnie części, które jedną po drugiej pokazywałem mu na przypadkowych zdjęciach, a także zaproponować alternatywy, również pod względem estetyki.

Uogólniając, jeśli założymy użycie odrestaurowanej retro ramy to powinniśmy zmieścić się w budżecie z całkiem fajnymi podzespołami. Przy okazji poznałem parę nowych kolorów z tzw. palety RAL, wykorzystywanej głównie przez lakierników, a nawet wizualnie zmienił się nieco mój pomysł na rower. Po spotkaniu z Kamilem uzgodniliśmy poniższy, wstępny koncept sprzętowy:

  • rama 53 lub 54 cm, raczej klasyczna szosowa do odmalowania, ze srebrnym widelcem i przelotkami od spodu rury lub wewnątrz niej (wybór marki i stanu technicznego pozostawiam w całości Kamsowi)
  • metaliczny kolor ramy:

RAL 5025:

ral_metal_5025

 

 

 

 

lub RAL 6036:

ral_metal_6036

 

 

 

 

  • nowe koła: wysokie piasty (Sturmey Archer), obręcze srebrne polerowane z wysokim (30 mm, Archetype) lub tradycyjnym stożkiem
  • siodło: używany, brązowy/miodowy Brooks lub w podobnej kolorystyce San Marco Regal:

smregal

  • sztyca Miche

reggisella-miche_f_1_564_1

  • srebrna kierownica Nitto, ze względu na cenę raczej będziemy szukać używanej:

nitto

  • brązowe/miodowe chwyty (w kolorze siodła)
  • klamki hamulcowe BLB – muszą być krótkie, aby zmieściły się na kierownicy Nitto

BLB_BLevers_-_Silver_1WEB

  • czarne opony Vittoria (rozważamy również jasne brzegi, ale mam bardzo złe doświadczenia z ich czyszczeniem w przeszłości, więc póki co zostajemy przy czarnych)

4. Znalezienie i przygotowanie ramy

(19 kwietnia 2013)

wymagania wobec ramy

Zadanie: wspólnie z Kamsem znaleźć odpowiedni „kręgosłup”, na którym zbudujemy rower. Przed rozpoczęciem poszukiwań należało zdefiniować wymagania:

a) wielkość ramy w rowerze

To jedna z najważniejszych, jeśli nie najważniejsza jej cecha. Od niej zależy nie tylko wygoda, ale i bezpieczeństwo jeżdżenia na rowerze, więc warto starannie ją dobrać do własnych wymiarów. Najbardziej istotne są nasz wzrost oraz długość nóg. Jako rozmiar ramy najczęściej uznaje się długość jej rury podsiodłowej mierzonej do środka sąsiadujących rurek (center-center, czyli C-C), wartość jest zwykle podawana w centymetrach:

rozmiar ramy roweru szosowego

Zwróćcie uwagę, że czasami podawane są wartości C-T (center-top), czyli mierzone od środka rury na dole ramy do szczytu rury podsiodłowej. To robi różnicę. W pomiarach posługujemy się wartością C-C.

Skąd wiedzieć jaki rozmiar ramy powinniśmy wybrać? W przypadku rowerów szosowych najczęściej wystarczy zmierzyć „długość swojej nogi” („L”) interpretowaną jako odległość od krocza do ziemi:

inseam-example

a następnie skorzystać z prostego kalkulatora, takiego jak na przykład ten, w którym wybieramy swoją płeć, następnie podajemy wzrost oraz wspomnianą powyżej „długość nóg” i klikamy w przycisk „Calculate”. Po chwili otrzymamy wynik z teoretycznie najlepszym dla nas rozmiarem ramy. Zwróćcie uwagę, że ważny jest każdy centymetr, więc warto przyłożyć się do mierzenia własnego ciała i zrobić to jak najdokładniej. Ważne, że kalkulator wskazuje długość ramy podsiodłowej dla roweru szosowego. W przypadku innych typów rowerów wyliczenia mogą być nieco inne (link).

Oczywiście jeśli to możliwe warto i tak „przymierzyć” ramę przed zakupem wybierając się na jazdę testową bo i nasze wymiary i wymiary ramy mogą być nieco nietypowe. W moim przypadku, przy wzroście 176 cm i długości nogi 78 cm kalkulator zaproponował ramę 53 cm. W tej chwili jeżdżę na co dzień na ramie 55 cm i jest tylko odrobinę za duża, co niestety zdarzyło mi się boleśnie odczuć spadając na nią ;-), więc poszukiwaliśmy ramy w rozmiarze 53 lub 54 cm.

| Update: z perspektywy czasu rama 54 cm była dla mnie jednak ciut za duża i ledwie sięgałem nogą do ziemi siedząc na siodle, więc moja kolejna będzie mniejsza. |

W sieci można znaleźć znacznie bardziej zaawansowane kalkulatory, maniaków mierzenia zapraszam na przykład tutaj.

b) typ ramy

Wykorzystuję rower niemal wyłącznie do jazdy po mieście. Warszawskie Śródmieście, po którym przemieszczam się najczęściej prawie nie ma infrastruktury rowerowej, więc zwykle włączam się do regularnego ruchu samochodowego. Czasami mam wrażenie, że to walka o przeżycie z kierowcami samochodów, ale cóż… dodatkowa dawka adrenaliny chyba mi nie zaszkodzi ;-)

Jazda po kilku-pasmowych jezdniach z samochodami wymusza dosyć dużą szybkość, ale za to problem z dziurawą nawierzchnią jest mniejszy niż na drogach rowerowych czy chodnikach. W moim przypadku idealnym wyborem wydaje się więc rower szosowy. Po ponad roku jeżdżenia właśnie takim rowerem potwierdzam tę tezę oraz dodam, że choć obecnie mam przerzutki to rzadko korzystam z więcej niż 1-2, za to ich konserwacja jest dosyć pracochłonna  a używanie nie dostarcza najlepszych wrażeń, więc rama powinna być przystosowana do napędu typu „ostre koło” czy „single speed”.

Projekt, który przedstawiłem wskazywał na klasyczną ramę rowerów szosowych z lat 70′-80′. Przez moment rozważaliśmy jeszcze ramy torowe, ale mój sentyment do retro jednak nie dał za wygraną i pozostaliśmy przy klasyce.

c) wygląd i inne

Kwestię wizualnego wyglądu ramy rozwiązaliśmy w zasadzie już podczas pierwszego omawiania projektu. Wiedzieliśmy, że będziemy szukać metalowej retro ramy „z duszą” do odrestaurowania i nałożenia nowego lakieru, więc nie musieliśmy się przejmować obecnym kolorem. Zależało mi za to, aby rama miała chromowany widelec, który będzie pasował do innych srebrnych elementów: m.in. kierownicy i korby.

Dodatkowo chciałem, aby przelotki do zamontowania tylnej linki hamulcowej znajdowały się pod spodem poziomej ramy lub aby linka mogła być przeciągnięta wewnątrz ramy. W grę wchodziło także, ale tylko w ostateczności usunięcie przelotek z górnej części ramy i zastąpienie ich linkami zaciskowymi. Chcę zbyt wiele? To się okaże :-)

poszukiwania ramy

(23 kwietnia 2013)

Gdy już wiedzieliśmy czego szukamy mogliśmy z Kamsem zacząć się rozglądać.  Dodałem ogłoszenia na forach rowerowych i w grupach tematycznych na Facebooku (największa to Velo Warsaw), zacząłem śledzić przez RSS nowe aukcje pojawiające się w kategorii „Ramy” na Allegro i wysłałem zapytania do serwisów rowerowych.

Tymczasem Kams zrobił „szybki research allegrowy” i od razu trafił na kilka ciekawych opcji. Wśród nich była wydająca się być w bardzo dobrym stanie retro rama Klamer w rozmiarze 54 cm (C-C), na rurkach Columbusa SL łączonych z użyciem mufek Bocama, z przelotkami na linki hamulcowe w dolnej części ramy poziomej i chromowanym widelcem:

084

092

088

086

Niestety rama była we Wrocławiu przez co Kams nie mógł sprawdzić jej stanu osobiście, ale jako jedyna od razu spodobała się nam obu i oczyma wyobraźni już widzieliśmy ją w naszym projekcie. Licytowaliśmy do końca aukcji i wczoraj, ku naszej radości udało się ją wygrać. Lada dzień rama powinna dotrzeć do Wawy i jeśli wszystko będzie z nią ok to teraz już powinno być z górki :))

(24 kwietnia 2013)

Rama dotarła. Szczęśliwie wszystko z nią ok. Okazało się, że oprócz przedniego widelca w chromie są też dolne rurki tylnego, na co wcześniej nie zwróciłem uwagi i takimi je zostawimy. Do tego postanowiliśmy użyć do malowania lakieru samochodowego, co będzie kosztowało nieco więcej, ale powinno dać ciekawszy efekt. Kams jara się, że rama jest zaskakująco lekka. Ja też, bo takie już uroki Wawy, że czasami trzeba rower ponosić na plecach ;-) Ze względu na natłok pracy u Kamsa wstrzymujemy się z renowacją ramy do 29 kwietnia…

ostateczny wybór koloru ramy

(30 kwietnia 2013)

Nareszcie wróciliśmy do projektu i powiadam Wam – wybranie lakieru to nie jest prosta sprawa! Zwłaszcza, gdy musimy zrobić to zdalnie ;-) Już wcześniej zdecydowaliśmy się na autolakier, a że Kams mógł zapewnić duży wybór jeśli chodzi o lakiery z samochodowej palety barw BMW to wybraliśmy ją, aby nie robić sobie dodatkowych trudności. Pierwsze propozycje:

islandgruen (273)

islandgruen

lagunengruen (266)

Lagunengruen

oxfordgruen (324)

oxfordgruen

Już po tych propozycjach wiedziałem, że będzie dobrze. Przejrzałem zdjęcia aut pomalowanych tymi lakierami i zaproponowałem pójście bardziej w niebiesko-morski:

nachtblau (040)

nachtblau

Kams mnie uświadamia, że ten kolor wyszedłby zbyt ciemny i lakier na rowerze będzie miał nieco inny odcień niż na samochodzie. Proponuję więc jaśniejszy kolor, którego nawet nazwa mi się podoba:

mysticblau (WA07)

mysticblau

Kams stwierdza, że „mystic niczego sobie” i dodaje, że na próbniku fajnie wygląda też wpadający w niebieski:

topasblau (364)

topasblau

Mimo, że barwa na pierwszy rzut oka wydawała się zdecydowanie zbyt ciemna i niezbyt wyrazista, obejrzałem samochody pomalowane tym kolorem i stwierdziłem, że ten mi również pasuje. Wieczorem na swojej rowerowej stronie Buacchini biciclette, Kams zamieścił zdjęcie BMW:

168842_511732742207378_781072911_n

Wygrywa topasblau! Jeśli uda się uzyskać podobny efekt jak na zdjęciu to będzie doskonale! Już się nie mogę doczekać zobaczenia ramy po lakierowaniu i na pewno zamieszczę zdjęcia tutaj. Tymczasem Kams bawi się w garażu tlenem i acetylenem i za ich pomocą pozbywa się niepotrzebnych elementów ramy: haków przerzutek i innych pozostałości po „szosowości” ramy.

|Update: po blisko 4 latach, gdy oddawałem ramę do malowania okazało się, że w miejscu, gdzie były zaczepy na bidon powstały spore pęknięcia i dalsze używanie ramy może być niebezpieczne. Z perspektywy czasu usuwanie zbędnych elementów nie było więc najlepszym pomysłem. Niektórzy twierdzą, że pęknięcia powstały ponieważ zostały zaspawane, zamiast zostać zalutowane, ale nie mam wystarczającej wiedzy, aby to potwierdzić i drugi raz bym się na to nie zdecydował.|



5. Znalezienie i przygotowanie pozostałych części

(27 kwietnia 2013)

Rama czeka na renowację, a w warszawskim Asphalt Bikes (R.I.P.) pojawiły się krótkie, srebrne, zapinane klamki 8bar w rozmiarze 23,8 mm – łudząco podobne do klamek BLB, które planowaliśmy kupić i równie eleganckie. Skoro były na miejscu podjęliśmy szybką decyzję i zgarnęliśmy je ze sklepu (lewą i prawą). Czekają już na pozostałe elementy:

arturgrabias.com

(30 kwietnia 2013)

Miałem wiele wątpliwości odnośnie siodła. Od początku nie chciałem nic drogiego i rzucającego się w oczy, bo siodło to jeden z tych elementów roweru, którego nie sposób zabezpieczyć przed kradzieżą. Rozglądaliśmy się więc za używanym, „przybrudzonym” Brooksem lub San Marco Regal. Byliśmy zgodni odnośnie koloru: brązowy lub jego odcień, np. miodowy. Szperając po sieci trafiliśmy m.in. na aukcję Dawida, w której można było kupić co prawda nadgryzione zębem czasu, ale przez to bardzo klimatyczne, brązowe siodło Regal. Jest ciągle na sprzedaż, a zainteresowani znajdą namiary na właściciela na stronie aukcji. Niewykluczone, że sam bym się na nie zdecydował gdyby nie to, że w sieci sklepów rowerowysklep.com znalazłem miodowego Brooksa Team Pro Classic :-) Obaj z Kamsem stwierdziliśmy, że doskonale by pasowało do naszego projektu, więc skorzystaliśmy z okazji i czeka już na mojej półce na pozostałe elementy :)

brooks

Trzymajcie kciuki, abym nie pożałował tego zakupu i wracając po rower nie zastał go kiedyś bez siodła! ;-)

|Update: w ciągu blisko 4 lat zostawiałem rower w różnych miejscach i nie przypinałem go linką, a mimo to nikt się na nie „nie połasił”, więc moje obawy chyba nie były uzasadnione.|

(7 maja 2013)

Ech… Nie spodziewałem się, że budowanie roweru będzie tak długo trwać. Kams śmieje się ze mnie i twierdzi, że to i tak bardzo krótko, ale ja już tak bardzo chcę zobaczyć efekt końcowy! :) Już nie mogę się doczekać jego ukończenia zwłaszcza, że moja retro Motobecane sprawia problemy i czym prędzej musi przejść naprawy. W najlepszym wypadku tylko wymianę łożysk w tylnej piaście, a w najgorszym całego tylnego koła :( Tymczasem zdecydowaliśmy się na obręcze, których Kams użyje do zaplecenia kół. Zależało nam na czymś bardzo klasycznym i wybór padł na srebrne Mavic Open Sport (32 otwory):

Mavic Open Sport Silver Road Rim

Nieco krzywiłem się na widok „rowka bezpieczeństwa” znajdującego się na bokach obręczy i mającego pokazywać zużycie powierzchni hamującej, ale ostatecznie to mimo wszystko był najlepszy wybór w stosunku jakość/cena, więc zamówiliśmy je i lada dzień powinny być u nas. Koła zostaną zbudowane na piastach Sturmey Archer HBT.

(9 maja 2013)

Kierownica Nitto miała zostać przez Kamsa sprowadzona z Japonii, ale niestety czas realizacji tego zamówienia potwornie się wydłużał. Buszując po Allegro, zupełnie przypadkiem trafiłem na kierownicę, która kształtem jest zbliżona do Nitto:

shapeimage_1

Modolo Pista z aukcji była tylko w wersji o szerokości 42 cm, więc to jedna z najszerszych dostępnych. Ma to wpływ na wygodę jej trzymania i najlepiej, aby szerokość kierownicy była zbliżona do szerokości naszych barków (mierzonej środek ramienia – środek ramienia).

W tym przypadku miałem szczęście, bo szerokość Modolo z aukcji rzeczywiście była zbliżona do szerokości moich barków. Minus jest taki, że rama roweru nie jest zbyt duża, więc tak szeroka kierownica może sprawiać wrażenie nieco nieproporcjonalnej. Mimo to spodobała się nam obu, może nawet bardziej niż typowy dla ostrego koła Nitto, więc zdecydowaliśmy się na jej zgarnięcie i czeka już w moim mieszkaniu na ramę. Jest tak lekka, że gdy ją odbierałem przeszło mi przez myśl, że pudełko od doręczyciela jest puste ;-)

Jako sympatyczną ciekawostkę dodam, że od anonimowego do tej pory sprzedającego po zakupie kierownicy otrzymałem taką wiadomość:

Witam. Kierownicę wysłałem o godzinie 11:00. Powinna być jutro u Pana. Nie spodziewałem się, że akurat Pan zakupi u mnie kierownicę. Cała moja przygoda z klasykami i szosą zaczęła się od Pańskiego bloga na temat Motobecane Prestige.

Sympatyczny zbieg okoliczności, prawda? :)

(12 maja 2013)

Dziś, w warszawskim klubie 1500m2 odbywały się targi rowerowo-modowe. Zachęcony ilością wystawców zajrzałem na nie na moment licząc na to, że pomiędzy dziewczyńskimi ubrankami w rowerowe wzory uda się znaleźć też coś, co nieźle będzie prezentowało się na naszym rowerze.

Szczęśliwie udało się dopaść chromowane noski i miodowe paski. Cieszę się głównie z tych drugich, bo od przynajmniej 2 tygodni buszowałem po aukcjach i sklepach internetowych w poszukiwaniu miodowych pasków do nosków i byłem już nieco zrezygnowany, bo to niby drobiazg, a w tym odcieniu dostępne były tylko paski Brooksa za ok. 120 zł, co jak za 2 wąskie kawałki skóry jest mocną przesadą, prawda? :)

Noski i paski znalazłem na stoisku bikerStudio. Przy okazji znowu spotkałem ekipę Asphalt Bikes i zgarnąłem od nich przezroczyste lampki Knog Frog Strobe. Oto niedzielne zdobycze:

photo

Kams zaplata koła, a w międzyczasie obaj poszukujemy jakiejś klasycznej, ciekawej korby. Mając już mocno ograniczony budżet to zadanie okazuje się nie należeć do najłatwiejszych, ale wierzę, że lada dzień uda się zdobyć i ją :)

(13 maja 2013)

Prace nad projektem przyśpieszają, co mnie bardzo cieszy! Niestety to, że kończy się budżet już niekoniecznie ;-) Dziś przyszły zamówione w ubiegłym tygodniu na Allegro hamulce. Wygrzebał je Kams i chyba nikogo, kto go zna nie zdziwi, że są… włoskie. Choć raczej nie należą do najporządniejszych i pewnie za jakiś czas je wymienię, to nowe, srebrne hamulce Gipiemme już z daleka pachną retro i mi także się spodobały. I ta ostro zakończona nakrętka!

gipiemme

Dodatkowo skorzystałem ze zniżki, którą w ramach świętowania swoich 2 urodzin zaoferowała ekipa Asphalt Bikes i skusiłem się w końcu na srebrne, klasyczne, torowe pedały MKS Sylvan Track. Świetnie komponują się z nabytymi wczoraj noskami i paskami!

mks

(18 maja 2013)

Mamy korbę! :D Kams wynalazł na Allegro japońskie, srebrne retro Sakae/Ringo (SR). Ponoć jest wzorowana na starym Campagnolo i Shimano 600. Najważniejsze jednak, że jest w świetnym stanie (zwłaszcza, że zapewne pochodzi z lat 70/80) i będzie pasować do naszego projektu (zdjęcie pochodzi z aukcji):

SR Sakae crankset

Długość ramion 170 mm. Kams mówi, że SR bezczelnie skopiowali korbę Campagnolo, ale za to poprawili wadę, która w oryginale mogła powodować pękanie korby. Najważniejsze, że w przyszłości nie będzie problemów z ewentualnym znalezieniem nowych blatów dla tego standardu. Obecne mają rozmiar 42/52 (który zdjąć? temat kadencji musimy jeszcze przedyskutować).

Najbardziej cieszy mnie znalezienie korby, ale listę części rowerowych uzupełniliśmy także o francuskie opony szosowe z beżowym brzegiem – Michelin Dynamic Classic. Rozmiar 622/23 C.

michelin

|Update: Z perspektywy czasu zakup budżetowych opon okazał się jednym z najgorszych pomysłów. Jeździłem sporo i po kilka razy w miesiącu łapałem w nich gumę. Nerwy, stracony czas i zakup nowych dętek czy łatek to o wiele, WIELE większe koszty niż inwestycja w lepsze opony. Zdecydowanie kupujcie od razu coś, co w charakterystyce przy wartości TPI ma więcej niż 100, bo to ta wartość w głównej mierze decyduje o łatwości przebicia opony. Michelin Dynamic Classic za 50 zł ma TPI 30, a np. Continental Grand Prix Classic za 130 zł – właśnie ponad 100. Te pierwsze łapały gumę kilka razy w miesiącu. Na CGPC pierwszą gumę złapałem po… ok. 1,5 roku używania. Muszę pisać coś jeszcze? :)|

Na liście zakupów pozostały: mostek, sztyca, linki i pancerze, dętki, suport, stery i łańcuch :)

(20 maja 2013)

Kilka dni temu widziałem się z Kamsem i przekazałem mu części, które czekały u mnie. Potwierdziłem, że na pewno chcę mieć przełożenie typu flip-flop, dzięki któremu w zależności od strony, którą założę koło rower będzie mógł być typowym ostrym kołem lub mieć napęd typu wolnobieg.

Przy okazji podjęliśmy decyzję odnośnie korby i kadencji: zostawiamy większy blat (52) i aby uzyskać odpowiednik przełożenia 46-16, na tylne koło zakładamy zębatkę 18-tkę oraz po drugiej stronie piasty wolnobieg w tym samym rozmiarze (update 10.2013: wolnobieg Dicta umarł po ok. 3 mies. intensywnej jazdy i za radą Kamsa tym razem założyłem Sturmey Archer). W ten sposób otrzymamy dosyć typowe przełożenie 2.89. W wyliczeniach pomogła ta strona: link.

kadencja

W tym momencie ustaliliśmy także, aby nie zakładać jednak żadnej owijki. To był mój pomysł, bo kierownica podoba mi się wyjątkowo, obecnie jeżdżę również z kierownicą bez owijki i nie narzekam, więc z Modolo Pistą też nie powinno być problemu. Wkrótce zmieniliśmy zdanie, ale o tym później. Końcówki kiery zatkamy korkami z wina. Będzie klasa! :D

Po burzliwych dyskusjach o tym co jest „festynem”, a co nie i „czy srebrny, karbowany pancerz wygląda jak glista” zdecydowaliśmy się na taki oto pancerz do linek hamulcowych:

pancerz 5mmDyskusja rozgorzała nawet przy wyborze dętek. Zgodziliśmy się, że do naszych obręczy chcemy krótki, srebrny wentyl, ale gdy już taki znalazłem (Kenda), Kams stwierdził, że ni chu chu na to nie pozwala i że musi być Continental.

I kto tu jest klientem, a kto wykonawcą, ja się pytam!? ;-))

Udało się: continental – jest! Srebrny wentyl – jest! Krótki – 42 mm, jest!

conti

Dobra wiadomość jest taka, że zamówiliśmy na Allegro srebrny mostek 3ttt (110 mm) i lada dzień powinien być u nas. Do tego – przede wszystkim! – Kams wyczarował gdzieś srebrne stery Campagnolo w całkiem przyzwoitym stanie:

stery

Zamówiliśmy też srebrny, pokryty niklem łańcuch: Wippermann ConneX 108 (1/2“ x 1/8“). Waga: 418g/112 ogniw.

WIPPERMANN-Connex-Chaine-1G8-BMX

W zasadzie, gdybyśmy mieli sztycę to moglibyśmy już składać części w całość. Mam nadzieję, że szybko się znajdzie, bo ogólnie to szlag już trafia moją cierpliwość i chcę skończyć ten projekt. Kams mnie dobija mówiąc, że miesiąc to króciutko, bo on już 4 lata kompletuje części do roweru z lat 60-tych… Jak żyć, Panie Premierze? Jak żyć?! ;-)

(21 maja 2013)

Stało się. I czas i budżet, który wyznaczyłem na złożenie roweru są już na wyczerpaniu. Z tych przyczyn zakup odjazdowej sztycy Miche musiałem odłożyć i zamówiliśmy nową, budżetową, aluminiową sztycę Kalloy. Średnica: 27.2 mm. Długość: 270 mm. Waga: 248 g. Cena… 20 zł. Pocieszające jest to, że ma ciekawe wygięcie, a jej połysk będzie dobrze komponował się z polerowanymi elementami Brooksa. Wygląda tak:kalloy seatpost

Ufff… To już prawie koniec. Wkrótce efekty wielu godzin myślenia tego roweru i podsumowanie. Póki co czekamy na dostarczenie części i mam nadzieję, że lada dzień Kams znajdzie czas, aby wszystko złożyć w całość. Trzymam kciuki, aby po drodze nie pojawiły się już żadne problemy i… nie mogę się doczekać pierwszej przejażdżki!

Tymczasem, niczym o nowo narodzonym dziecku mam już dość mówienia „ono” („rower”) i czas wymyślić dla niego imię. Jakieś pomysły? :)

(24 maja 2013)

Rama, na której budujemy rower była sygnowana małą, zdaje się austriacką manufakturą i podpisana „designed by Otto Klamer”. Z kolei lakier BMW użyty do pomalowania nazywa się „topas blau”. Tak oto powstało imię! Rower będzie miał na imię Otto. Otto Blau :)))

Otto lada dzień będzie mógł być pokazany światu, a tymczasem mały „sneak peak” od Kamsa:

fot. Buacchini biciclette

(27 maja 2013)

Od początku Kams namawiał mnie, aby użyć owijki na kierownicy, jednak Modolo Pista podoba mi się tak bardzo, że upierałem się, aby zostawić ją „nagą”. Ostatecznie za namową ludzi z forum ostrekola.pl dałem się przekonać do owijki, jednak tylko na dolnym chwycie.

I tu pojawiły się schody – znalezienie w Polsce owijki w kolorze miodowym jest niemal niewykonalne. Na rynku jest łatwo dostępny Brooks (koszt blisko 200 zł), a w Asphalt Bikes jest miodowa BLB – za 160 zł, ale nasz budżet by takiego wydatku nie wytrzymał. Da się też znaleźć już w znacznie lepszej cenie owijkę Deda, ta jednak ma firmowy nadruk, który nie komponowałby się dobrze z Otto. Co prawda włoski Fizik na bieżąco produkuje miodowe owijki w przystępnej cenie (ok. 40 zł), ale polski dystrybutor tej firmy „daje ciała” i od dawna nie można znaleźć jej w naszych sklepach.

[Update 10.2013: miodowy Fizik wrócił do kilku polskich sklepów, choć w prawie dwukrotnie wyższej cenie]. Na szczęście Kams znowu zabłysnął swoimi zdolnościami i zaproponował, że może samodzielnie wykonać owijkę i za pomocą szelaku nadać jej brązowy kolor, aby wyglądała mniej więcej tak:

fot. http://goo.gl/p8U4o

fot. http://goo.gl/p8U4o

Na odbiór roweru jesteśmy umówieni na 30 maja. AAAAAA!!! Niech ten czas szybciej leci! ;-))

(30 maja 2013)

Dnia 30 maja 2013 r. na świat przyszedł Otto Blau.

Waży 9460 g. Jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi i po pierwszych godzinach z nim nie mogę się zdecydować czy bardziej lubię na nim jeździć czy na niego patrzeć! :D (więcej zdjęć)

arturgrabias.com