Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Otto Black, czyli „umarł król, niech żyje król!”

Co wiesz o miłości do rowerów?

Minęło prawie 4 lata, od kiedy zbudowaliśmy z Kamsem mojego Otto Blau. Jeździłem tym rowerem niemal codziennie i absolutnie go uwielbiałem. Deszcz? Grad? Pierwsze opady śniegu? Nie szkodzi. Z Otto zawsze było najlepiej, bez względu na to czy z naciągniętą głęboko czapką walczyłem o życie, pedałując przez centrum Warszawy, poznawałem Trójmiejskie plaże na Open’erze czy po prostu cieszyłem się wolnym czasem poznając okolicę.

Nigdy nie czułem takiej wolności, niezależności i szczęścia jak podczas jazdy na rowerze, którego sami wymyśliliśmy.

Czasami miałem ochotę wręcz wyć ze szczęścia. O niektórych przeżyciach podczas jazdy mógłbym śmiało powiedzieć, że były mistyczne, ale i tak wiele osób uważa, że nie jestem tak do końca normalny, więc zostawię szczegóły dla siebie ;-)

Na co dzień czuję się szczęśliwym człowiekiem i jestem przekonany, że w dużym stopniu to właśnie dzięki jeździe na rowerze. Serio :)

you can't buy happiness

„- Panie doktorze, ile czasu mi zostało?”

Intensywne korzystanie z roweru w niemal każdych warunkach sprawiło, że lakier mocno ucierpiał, pojawiły się pierwsze ogniska rdzy i był już  najwyższy czas, aby oddać ramę w dobre ręce do malowania.

O renowację Otto poprosiłem Michała „Dreta” z serwisu BikerStudio, któremu dotychczas powierzałem mój rower na wszelkie naprawy i zawsze byłem z nich zadowolony. Po odebraniu ode mnie Otto i dokładnych oględzinach, Dret musiał jednak, jak lekarz po rutynowym badaniu, przekazać mi złą nowinę:

Na ramie, na skośnej rurce, gdzie blisko 4 lata temu zaspawane zostały ubytki po zaczepach na bidon, po zdjęciu lakieru ukazały się spore pęknięcia:

broken

Jazda na tak uszkodzonej ramie mogła źle się skończyć.

Smutek jak zwykle ogarnął mnie tylko na chwilę i od razu zabrałem się do działania. Miałem do wyboru – wymienić całą rurę (koszt ok. 400 zł, dużo czasu i pracy), albo pożegnać się z ramą i przenieść duszę Otto do nowego szkieletu.

Nie chciałem czekać zbyt długo i miesiącami polować na dobrą ramę do renowacji, miałem też na uwadze, że Otto był jednak odrobinę za duży na moje krótkie nogi, więc wybór padł na inną ramę. Rama Otto Blau zawiśnie na ścianie w mieszkaniu,  a teraz mogę przedstawić Wam nowe wcielenie mojego towarzysza codziennych podróży.

Proszę Państwa, oto reinkarnacja Otto Blau – minimalistyczny, klasyczny rower  Otto Black (sic!):

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Inspiracją do jego budowy był Kinfolk Autumn Johna Buellena, który już 4 lata temu sprawił, że serce zabiło mi mocniej oraz custom na ramie Cinelli Gazzetta zbudowany przez Japończyków z Blue Lug.

Bazą do zbudowania Otto Black została sprowadzona z Londynu, zbudowana na rurkach Reynoldsa, nowa, wzorowana na torowych, stalowa rama BLB Classic-R 4130 Chromoly.

Ciekawostka nr 1: właścicielami londyńskiej firmy Brick Lane Bikes, w której zamówiłem ramę i niektóre części są Polacy – Maciej Wrotek i Janusz
Milewski.

Ciekawostka nr 2: ok. czterech lat temu wygrałem rower stworzony i zbudowany właśnie przez BLB w kooperacji z H&M.

Szukając ramy rozważałem również Włoszkę na rurkach Columbusa – Cinelli Gazzetta Black Friars, ale mimo klasy i kultu, jakim darzona jest marka Cinelli, w tym przypadku musiała ona ustąpić pierwszego miejsca Brytyjce z BLB, która mimo podobnej geometrii ma znacznie ładniejszy, zbudowany na mufach, chromowany widelec, bardziej klasyczne malowanie i klasyczne 1″ stery.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

„Umarł król, niech żyje król!”

Niebieskie („blau”) malowanie poprzedniego wcielenia Otto, choć było piękne i eleganckie to dosyć rzucało się w oczy, co nie do końca mi pasowało. Chyba też, po blisko 4 latach po prostu mi się… znudziło. Wolałem coś bardziej stonowanego i „surowego”. Ponieważ w swoim otoczeniu najbardziej lubię czerń, biel i odcienie szarości tym razem wybór padł na nieśmiertelną czerń, która zwłaszcza na rowerach zawsze prezentuje się z klasą.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black został złożony przez Dreta z BikerStudio na nowej ramie, ale z wieloma używanymi częściami z mojego poprzedniego roweru, co dodaje mu charakteru. Bardzo lubię przetarcia na siodle i obszyciu kierownicy i nie mogę się doczekać podobnych na nowych paskach do nosków.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Jeśli chodzi zaś o praktyczne doznania z jazdy, to już po jeździe próbnej wiedziałem, że od strony technicznej to był strzał w dziesiątkę. Otto Black jest o wiele bardziej zwrotny i to robi ogromną różnicę podczas jazdy. Dret mówi, że to dlatego, że ma inny, torowy kąt ustawienia widelca. Ja się na tym nie znam, ale jeżdżąc na nowym Otto zaczynam wierzyć, że jazda jak w „Premium Rush” jest rzeczywiście możliwa ;-)

A czy Wasze rowery już są gotowe do letniego sezonu?
Do zobaczenia na ulicach! :)

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Pierwszy raz na rowerze towarowym

Jakiś czas temu na stronie Pełnomocnika Prezydenta m.st. Warszawy ds. komunikacji rowerowej​ przeczytałem, że w Warszawie można za darmo wypożyczać rowery towarowe (tzw. cargo bikes). W tej chwili jest ich 9 i są rozmieszczone w różnych częściach miasta, aby każdy miał do nich możliwie blisko.

Tak się złożyło, że Aga musiała odebrać większe gabarytowo zakupy, więc to była świetna okazja, aby przetestować to rozwiązanie. Upewniliśmy się, że rower jest dostępny w interesującym nas terminie i wybraliśmy się do klubokawiarni Państwomiasto, bo tam mieliśmy najbliżej. Na miejscu wypełniliśmy formularz, otrzymaliśmy kluczyki do zamka​ i ruszyliśmy w drogę.

Okazało się, że na rowerze towarowym jeździ się zaskakująco łatwo. Można nim z powodzeniem przewozić nie tylko zakupy, ale także np. dzieci. Skrzynia w rowerach Urzędu Miasta jest ogromna i wytrzyma nawet do 100 kg, a rower jest tak sprytnie skonstruowany, że nie odczuwa się wiezionego ciężaru, więc jest świetną alternatywą dla kosztownego w utrzymaniu samochodu.

Kto w ogóle chciałby jeździć samochodem, gdy na rowerze jest tyle frajdy?? :-))

My, w drodze po zakupy bawiliśmy się świetnie.

Zdecydowanie polecam! Jeśli ktoś z Was chciałby wypożyczyć rower towarowy w Warszawie to wszystkie potrzebne informacje znajdzie na stronach rowerowych Urzędu Miasta.

Z kolei osoby chcące spotkać ludzi poruszających się na takich rowerach na co dzień i poznać praktyczne zastosowania „cargo bikes” – powinny wybrać się 3 października 2015 r. na CargoWawaFest – I zjazd rowerów towarowych​.

O rowerach towarowych można też poczytać na blogu Jeden samochód mniej.

fot. © Urząd m.st. Warszawy

Serwisy rowerowe w Warszawie

Przez prawie 2 lata od zbudowania Otto Blau jeździłem nim niemal codziennie i miałem okazję odwiedzić kilka serwisów rowerowych. Niestety, przekonałem się na własnej skórze, że tak jak w przypadku serwisów samochodowych, wśród tych dla rowerów także dosyć często zdarzają się niewykwalifikowani mechanicy oraz naciągacze, którzy potrafią doszukać się nieprawidłowego działania sprawnych części lub liczyć sobie absurdalne pieniądze za 5-minutowe przyglądanie się rowerowi nazywając to „przeglądem”.

Z litości dla tych marnych biznesów nie będę wymieniał ich adresów, za to z przyjemnością napiszę, że w stolicy, na szczęście, są także solidne serwisy rowerowe. Na podstawie własnych doświadczeń mogę polecić  dwa z nich, ale nie wątpię, że jest ich więcej, tylko nie miałem okazji do nich trafić.


Pierwsze na mojej liście jest znajdujące się w okolicy metra Słodowiec (ul. Klaudyny 32) – bikerStudio. Jego pracownicy niejednokrotnie udowodnili mi, że serwisowanie roweru nawet na retro częściach nie jest dla nich żadnym problemem, nie trzeba zostawiać u nich całego portfela, a i nigdy nie musiałem szybko do nich wracać.

biker studio

Zdarzało się, że Rafał wybijał mi z głowy pomysły głupich modyfikacji roweru, nawet takie, na których jako firma mogliby zarobić, a Michał ratował mojego Otto, gdy wydawało się, że czekają mnie duże wydatki – na przykład, gdy wpadłem w nocy w tak solidną dziurę, że nie tylko złapałem gumę i lekko skrzywiłem koło, ale w obręczy powstało całkiem spore wgniecenie. Poradzili sobie i z tym!

Są zdecydowanie godni zaufania i polecenia. Choć bliżej mam przynajmniej kilka innych serwisów – bez wahania nadkładam drogi i jadę do nich. Dodatkowo mają super fajną usługę – wypożyczanie rowerów na doby. Zamiast tłuc się Veturilo czy przesiadać do metalowych puszek możecie na czas serwisowania Waszego roweru zgarnąć jeden z ich rowerów testowych. Fajnie, prawda? :)


Drugi serwis to Buacchini biciclette. Bliżej do niego mogą mieć Warszawiacy mieszkający w południowej części miasta, bo umiejscowiony jest na Wawrze. Czasami możliwy jest odbiór roweru wprost spod Waszych drzwi – warto zadzwonić i zapytać. Za tym serwisem stoi nie kto inny jak budowniczy mojego roweru – Kamil „Kams” Błachnio, więc bez wahania mogę go polecić jako porządnego mechanika, który nie zrobi Was „w jajo” i profesjonalnie ogarnie Wasze rowery. Korzystajcie!

Kams


P.S. Zanim wybierzecie się do serwisu koniecznie sprawdźcie czego nie mówić mechanikowi ;-)

fot. tytułowa – Piotr Zięba

„Polaroid”

audiobooki

Polaroid – Artur Grabias

Ostatni tydzień lata. Lał deszcz tak silny, jakby ktoś wylewał go setkami wiader z nieba. To już nawet nie były krople, a strumienie wody tak gęste, że miałem wrażenie, jakby przygniatały powietrze do ziemi. Jechałem bardzo szybko, tak szybko, jak tylko rowerem było to możliwe. Dookoła nie było nikogo, bo kto przy zdrowych zmysłach wychodziłby teraz na zewnątrz? A może po prostu nikogo nie widziałem, bo strugi deszczu wylewając się na gorący asfalt od razu odparowywały i tworzyły gęstą, mleczną mgłę. Słyszałem szum opon przebijających się przez powietrze. Było już prawie ciemno, jechałem na pamięć pomiędzy ciemnoszarymi konturami kamienic, widząc tylko tyle, na ile pozwalały rozświetlające niebo co kilka-kilkanaście sekund błyskawice. Gdy się pojawiały, niemal w tym samym momencie następował głośny grzmot. Choć wiedziałem, iż to oznacza, że jestem w epicentrum tej burzy nie budziło to we mnie obaw, najważniejsze było to, abym zdążył.

Woda spływała po mnie ciurkiem z czubka głowy, przez twarz, klatkę piersiową, nogi i mokre buty, do ziemi. Czułem w rozchylonych ustach jej słony, wymieszany z potem smak. Jezdnia zamieniła się w płytki strumyk. Rytmicznie, mocno naciskałem na pedały utrzymując maksymalną prędkość. Ręce kurczowo zaciskałem na kierownicy wiedząc, że jeden błąd może sprawić, że stracę panowanie nad Otto i wyląduję na ziemi, a na to nie mogę sobie pozwolić. Wtedy z pewnością bym nie zdążył.

Skręciłem w Tamkę i wykorzystując stromy zjazd przyśpieszyłem jeszcze bardziej. Minąłem naziemne przejście dla pieszych i wtem, w ułamku sekundy zrobiło się biało, jakby ktoś flashem aparatu wystrzelił mi prosto w twarz. Niemal natychmiast nastąpił ogłuszający huk i poczułem, że leżę na jezdni, a woda przepływa wzdłuż mojego prawego boku w stronę stóp i głowy omijając mnie jak zbyt krótką tamę. Całe otoczenie natychmiast ucichło, słyszałem w głowie jedynie dziwny, stłumiony, jednostajny świst dobiegający gdzieś z daleka. Straciłem przytomność.

Gdy obudziłem się, poczułem w powietrzu poburzowy ozon wymieszany z egzotycznym zapachem tytoniu. Otworzyłem oczy. Świtało. Na zachodnim niebie jeszcze skrzyły się gwiazdy, ale niebo po przeciwnej stronie było już waniliowe. Przy mnie, na krawężniku jezdni siedziała dziewczyna. Miała pochyloną głowę, rude włosy i pomalowane różową szminką usta. Nie widziałem jej oczu. W dłoni trzymała wypalonego do połowy djaruma. Wziąłem głęboki, słyszalny wdech, a ona nie odwracając się podała mi swojego papierosa.
– Witaj, Art. Czekałam na ciebie. – powiedziała. Wahając się wyciągnąłem dłoń po papierosa. Gdy go chwytałem poczułem opuszki jej palców. Nie podnosząc się z ziemi popatrzyłem w górę i zaciągnąłem się dymem. Nade mną było miejsce, gdzie kolor nocnego nieba stapiał się z waniliowym świtem. Wypuściłem dym, który w przejrzystym powietrzu wydawał się tak gęsty, że przez chwilę miałem wrażenie, jakbym wypuszczał z siebie coś jeszcze. Zaniepokojony oddałem jej papierosa. Intuicja podpowiadała mi, że widzimy się nie po raz pierwszy, próbowałem więc dojrzeć jej twarz, aby ją rozpoznać. Uniosła głowę patrząc gdzieś w dal, ale jej oczy ciągle były ukryte w cieniu włosów. Przyłożyła djaruma do różowych ust i powoli się zaciągnęła. Po kilku sekundach wypuściła z ust dym, a ja wyraźniej poczułem zapach goździków.

Pierwsze promienie słońca pospacerowały po jej nie wiadomo dlaczego bosych stopach, po dłoni trzymającej papierosa, po odkrytym ramieniu. Zatrzymały się na jej twarzy. Gdy zdecydowałem się podnieść, odwróciła do mnie głowę. Zamiast wstać usiadłem po turecku. Teraz widziałem wyraźnie jej szczupłą twarz, rozchylone usta wypuszczające dym i duże oczy z nieludzkimi, ciemnoniebieskimi tęczówkami, które sprawiały wrażenie, jakby tworzyło je mnóstwo pojedynczych kryształków. Patrzyła na mnie spokojnie, przenikliwie. Tak jak patrzą bardzo inteligentni, ale nieco wycofani, introwertyczni ludzie. Ludzie, którzy mają tajemnice. Było w niej coś niepokojącego. Gdy onieśmielony opuściłem wzrok, w dłoniach nie trzymała już papierosa. Podniosła do góry aparat, skierowała go w moją stronę i nim zdążyłem zaprotestować wcisnęła spust migawki. Już po sekundzie z polaroida wysunęła się kwadratowa odbitka. Wyjęła ją długimi, smukłymi palcami i wyciągnęła w moją stronę dłoń trzymającą fotografię. – Musisz wiedzieć, Art, że teraz nie wszystko jest takie samo. – spojrzałem na nią i powoli wyciągnąłem dłoń po zdjęcie.

Odbitka była jeszcze czarna, zacząłem delikatnie nią poruszać. Z głębokiej czerni, w lewym górnym rogu najpierw wyłonił się leżący za mną Otto. To, co zobaczyłem po chwili, wstrzymało mój oddech. Na zdjęciu ukazał się około 70-letni mężczyzna z półdługimi, siwymi włosami, zmarszczonym czołem i siwą, gęstą brodą. Miał moje oczy. Podniosłem głowę i popatrzyłem zdezorientowany na dziewczynę, która sprawiała wrażenie, jakby była z innego świata. – Nie bądź zdziwiony, Art. – Przecież wiesz, że nim właśnie jesteś – dodała po chwili. Popatrzyłem znowu na zdjęcie. Przeniosłem dłoń na swoją twarz, a na policzku poczułem obcą mi, szorstką brodę. Gdy w końcu wydobyłem głos, aby coś powiedzieć, rudowłosej dziewczyny już nie było, świat jakby dopiero teraz zaczął się budzić, usłyszałem ptaki na okolicznych drzewach i odgłosy miasta z daleka, a w głowie pojawiły się powtarzane w kółko trzy zdania: „Ciągła niemożność. Wieczne niespełnienie. Intymność małych zaświatów…”

fot. M. Sylwestrzak

Marchewkowa Mia, ostre koło, Grakaj i przedwiosenna Warszawa

W pierwszych dniach kwietnia po warszawskich chodnikach przemykali jeszcze ludzie owinięci szalikami, a na facebookowych ścianach mnożyły się złorzeczenia względem personifikowanej zimy, która rzeczywiście nieznośnie się już wydłużała. 7 kwietnia nastąpił jednak długo oczekiwany przełom – temperatura przeskoczyła zaklęte „0”, a chmury nareszcie odsłoniły błękitne niebo i optymistycznie nastrajające słońce. Warszawiacy docenili tę zmianę i gromko wyszli na niedzielne spacery, a ja razem z Mią, która miała już „swoje 5 minut” na mojej stronie zabraliśmy zdobyte niedawno ostre koło na Most Świętokrzyski i wykorzystaliśmy je jako rekwizyt do przedwiosennych zdjęć. Fotografii powstało sporo, ale ostatecznie, z pomocą tymczasowego jury (Mia, Agni, Zoś, Pavel, dzięki!) wybór padł na poniższe zdjęcia. Oto marchewkowa Mia, warszawski Most Świętokrzyski oraz londyńskie ostre koło:

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

Piękni, prawda? Czasami wydaje mi się, że nie ma nic bardziej fotogenicznego niż rowery i kobiety ;-) Nie wiem dlaczego tak jest, ale dodają one uroku niemal każdemu zdjęciu, a ich fotografowanie to prawdziwa przyjemność :-)

www.arturgrabias.com

 Na (przed)wiosennym, stołecznym niebie nie mogło zabraknąć ukrywającego się do tej pory balonu Orange :-))

www.arturgrabias.com

A pod balonem… także ja. Choć nie znoszę być po tej drugiej stronie obiektywu, to jakimś cudem Mii udało się pstryknąć mi kilka zdjęć:

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

www.arturgrabias.com

Czy są już obsadzone role do kolejnej części „Batmana”? Chętnie zagrałbym Jokera… ;-))

www.arturgrabias.com

Kończąc dodam, że widoczne na zdjęciach ostre koło BLB jest obecnie na sprzedaż. Gdyby ktoś był zainteresowany to szczegóły znajdzie w aukcji na Allegro, a jeśli będzie potrzebować więcej informacji to może skontaktować się ze mną bezpośrednio. Tymczasem dużo słońca nam wszystkim!

Ana’s Fall

Na początku listopada 2011 r. jesień zagościła w Warszawie na dobre. Byłem tuż po przeprowadzce do tego miasta, a jedną z osób, które pokazywały mi jego wyjątkowe zakątki była Ana. Zdjęcia poniżej to efekt całodziennego biegania za nią z aparatem, m.in. po Parku Łazienkowskim. Mimo, że – jak to określił Paweł – Ana to „zjawiskowa modelka z magnetyzującym spojrzeniem”, na początku nie pozwalała robić sobie zdjęć. Na szczęście okazało się, że wystarczy porządnie ją nakarmić ;-)

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

 

fot. arturgrabias.com

Podczas pstrykania przypomniałem sobie, że mój D90 ma funkcję nagrywania filmów. Jeśli dobrze pamiętam to był pierwszy model Nikona (a może w ogóle lustrzanki?), który miał taką możliwość i producent niestety nie wyposażył go ani w autofocus, ani w system stabilizacji obrazu, co widać na spontanicznym, zrealizowanym dla zabawy mini-backstage video z Łazienek Królewskich. Zobaczcie jaka jest sympatyczna! :-)

Pocztówka dla Mi, czyli urodzinowe niekartony

Motyw przekazywania informacji za pomocą słów wypisanych na papierowych kartonach pojawił się już w przynajmniej kilku tworach kulturowych. Jednym z pierwszych był teledysk do „Subterranean Homesick Blues” Boba Dylana, a niedawno motyw ten odżył i spowodował szum w sieci za sprawą Podróżnickich „walczących” za pomocą kartonów z jednym z operatorów. Ja jednak, jako miłośnik nowych technologii nie mogłem się powstrzymać i na swoje potrzeby nieco zmodyfikowałem ten pomysł – w przeddzień ery tabletów, zamiast kartonów wykorzystałem… iPada. Zapraszam na krótki film urodzinowy przygotowany dla Mi:


Obchodzącej dziś urodziny Mi jeszcze raz życzę samych dobroci, a Pawłowi, Moni, Anie i Zosi dziękuję za mentalne wsparcie i cenne sugestie podczas realizacji pomysłu :-)

Zosiowe lato

Choć jesień to chyba moja ulubiona pora roku, dzisiejszy chłód na zewnątrz sprawił, że zatęskniłem za latem i dniami, gdy wylegiwanie się na trawie było o wiele przyjemniejsze, a wiejący wiatr mile chłodził i nie powodował zimnych dreszczy. W jednym z takich ciepłych dni, pod koniec lipca odwiedziła mnie urocza, młoda dama. Poniżej kilka kadrów z tego letniego dnia spędzonego z przyszywaną młodszą siostrą – Zosią. Zdjęcia powstały m.in. w jednej z najfajniejszych i najbardziej przyjaznych kawiarni w Wawie – Kafce.

Ta delikatna, młoda kobieta absolutnie nie pasuje do stereotypów o jej pokoleniu, inspiruje i zaskakuje dojrzałością. Zaraża doskonałą muzyką i choć zaprzecza to należy do ukrytej opcji hipsterskiej ;-) Dla zabawy Zosia używa śląskich zwrotów i… ma sentyment do Warszawy. W wolnych chwilach własnoręcznie robi cuda pod szyldem „karmnik” (klik! klik!), np. takie jak widoczna na jednym ze zdjęć koszulka „Young and Awesome”.

Część lata 2012 Zosia spędziła w Wawie i mam nadzieję, że szybko do nas wróci, a za jakiś czas może nawet tutaj zostanie. Tymczasem lada moment może się spełnić jedno z jej marzeń – może zostać redaktorem i fotografem jednego z magazynów muzycznych, czego po cichu jej bardzo zazdroszczę i trzymam kciuki, aby się udało!

Szkolenie Młodszego Mechanika Rowerowego

Niedawno brałem udział w warsztatach rowerowych organizowanych przez BD+ Bikes i z dumą oznajmiam, że zakończyłem je zdobyciem zacnego tytułu „Młodszego Mechanika Rowerowego”! ;-)))

Nauka połączona z zabawą (a może na odwrót?) sprawiła frajdę, a moja czarna Motobecane została na moment „królikiem doświadczalnym” tudzież materiałem szkoleniowym, dzięki czemu doczekała się nowych zdjęć, a nawet pierwszego udziału w filmie. Autorem fotografii i filmu jest Piotrek Zięba z ekipy Brand Dobry +.

więcej zdjęć z warsztatów można obejrzeć na Facebooku

Co prawda szkolenie skierowane było do osób początkujących, a mi już wcześniej wymiana przebitej dętki nie sprawiała trudności, jednak na warsztatach każdy mógł znaleźć coś dla siebie i pomajsterkować w swoim rowerze pod okiem specjalistów. Ja także zdobyłem sporo nowych umiejętności i rowerowej wiedzy. Właściwie to teraz zastanawiam się jak mogłem na co dzień jeździć rowerem nie mając tak istotnej i praktycznej wiedzy o jego użytkowaniu. Czy wiedzieliście na przykład, że smarować należy tylko łańcuch? Ponoć to oczywiste, a ja nie wiedziałem i wstyd się przyznać, ale dotychczas po każdym myciu smarowałem niepotrzebnie także inne elementy, m.in. kasetę, przerzutki i korbę (sprayem!), przez co moja biedna Motobecane niemal pływała w czarnej mazi. Okazuje się, że i tutaj co za dużo to niezdrowo! Inne tematy:

  • jak dostosować wysokość siodła i kierownicy do własnego wzrostu?
  • jak nazywają się poszczególne części roweru? (wbrew pozorom to jedna z trudniejszych części szkolenia ;) )
  • kiedy wymieniać klocki hamulcowe i jak regulować hamulce?
  • jakie znaczenie ma ilość powietrza w dętce?
  • jak i czym czyścić rower i jak przygotować go do sezonu?
  • jak o niego dbać, aby jeździć nim jak najdłużej i przy okazji „nie zginąć na trasie”?
  • jakich kosmetyków rowerowych i smarów używać?
  • kiedy lepiej wybrać się do profesjonalnego serwisu?

To tylko nieliczne z pytań, na które odpowiedzi można było poznać na warsztatach, a teoria została połączona z praktyką majsterkowania na najlepszym, bo na własnym rowerze.

Jeśli na co dzień jeździsz rowerem i nie chcesz przy każdej usterce korzystać z usług serwisu czy starszego brata – polecam znalezienie i wybranie się na tego typu szkolenie. Na własnej skórze mogłem się przekonać, że jeśli mieszkasz w Warszawie to dobrym wyborem będzie BD+ Bikes i z przyjemnością rekomenduję tę ekipę. Warto również polubić ich stronę na Facebooku, bo planują wkrótce zamieścić na niej materiały szkoleniowe w formie wideo.

Kolejnym plusem szkolenia oprócz pozaprogramowego, pysznego (!) „murzynka” Małgorzaty, było poznanie nowych, rowerowych, przesympatycznych ludzi. Za przyjemność spędzenia z Wami czasu dziękuję!

Na koniec obiecany film z warsztatów:

BD+ Bikes – Szkolenie Młodszego Mechanika Rowerowego from BrandDobry+ on Vimeo.

Święto Cykliczne 2012 w Warszawie

W niedzielę 3 czerwca 2012 r., w wielu miastach w Polsce miłośnicy i maniacy rowerów wsiedli na swoje kółka (wbrew pozorom nie zawsze dwa), aby celebrować Święto Cykliczne 2012. W tej społecznej inicjatywie po raz pierwszy wzięli udział także cykliści z Warszawy. Jeździłem i ja, a przy okazji na kilku zdjęciach uwieczniłem także innych uczestników Wielkiego Przejazdu :-)

Było przednio! Oprócz blokowania warszawskich ulic (przepraszamy kierowców samochodów, że choć znacznie rzadziej niż oni to my również potrafiliśmy zakorkować ulice) podczas imprezy miały miejsce próby przełamania zabezpieczeń rowerowych przez uczestników – amatorów w tym „fachu”. Bez większych problemów poddały się wszystkie cieńsze i grubsze linki, U-LOCK „z marketu”, a nawet kłódka od łańcucha. Na koniec został U-LOCK „z górnej półki”. Czy udało się do niego dobrać? Nagrałem film z tej próby, więc sami możecie się przekonać:

Więcej informacji o ogólnopolskim Święcie Cyklicznym można znaleźć na stronie organizatorów:
http://swietocykliczne.pl