Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Pierwszy raz na Teneryfie

Gdy jakiś czas temu Karolina powiedziała mi „– Lećmy na Teneryfę!” – od razu wyobraziłem sobie hotel pełny potykających się o siebie turystów i ludzi leżących cały dzień na plaży i sączących drinki z all inclusive.

– Nie, nie, nie. Nic z tego. – protestowałem. Potem opowiedziała mi o wulkanach i wędrowaniu. Zapewne użyła też jakichś kobiecych sztuczek i… w drugiej połowie kwietnia 2017 r., gdy w Warszawie był jeszcze schyłek zimy, siedzieliśmy w samolocie lecącym na hiszpańską wyspę.

 

Najważniejsze, czego nauczył mnie ten tygodniowy wyjazd:

  1. Teneryfa to nie tylko ocean i plaża. To wulkany i wulkaniczne twory. To lasy. To autostrada dookoła wyspy i miłe miasteczka. Miejsce zdecydowanie nie tylko dla leniuchów.
  2. Jeśli wydaje Ci się, że umiesz ruszać samochodem na wzniesieniu, ale do tej pory jeździłeś tylko w Polsce – to tylko Ci się wydaje.
  3. To był mój pierwszy lot samolotem (sic!). Gdy uświadomisz sobie, że szansa na wypadek samochodowy jest pewnie kilka tysięcy razy większa niż szansa na katastrofę lotniczą – jest spoko i bez stresu, choć bycie zamkniętym w metalowej puszce 10 km nad ziemią nie jest zbyt komfortowe.
  4. Jeśli jesteś facetem to pewnie nie znosisz smarować się czymkolwiek, ale gdy wchodzisz na dużą wysokość (np. na Pico del Teide) to już daj sobie porządnie posmarować kremem z filtrem wszystkie odsłonięte części ciała. W przeciwnym razie będziesz o tym myśleć cierpiąc przez całą noc.

 

Pełną relację z wyjazdu możecie zobaczyć w naszym albumie Google:

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz