Artur Grabias

– Enthusiastic Explorer –

Otto Black, czyli „umarł król, niech żyje król!”

Co wiesz o miłości do rowerów?

Minęło prawie 4 lata, od kiedy zbudowaliśmy z Kamsem mojego Otto Blau. Jeździłem tym rowerem niemal codziennie i absolutnie go uwielbiałem. Deszcz? Grad? Pierwsze opady śniegu? Nie szkodzi. Z Otto zawsze było najlepiej, bez względu na to czy z naciągniętą głęboko czapką walczyłem o życie, pedałując przez centrum Warszawy, poznawałem Trójmiejskie plaże na Open’erze czy po prostu cieszyłem się wolnym czasem poznając okolicę.

Nigdy nie czułem takiej wolności, niezależności i szczęścia jak podczas jazdy na rowerze, którego sami wymyśliliśmy.

Czasami miałem ochotę wręcz wyć ze szczęścia. O niektórych przeżyciach podczas jazdy mógłbym śmiało powiedzieć, że były mistyczne, ale i tak wiele osób uważa, że nie jestem tak do końca normalny, więc zostawię szczegóły dla siebie ;-)

Na co dzień czuję się szczęśliwym człowiekiem i jestem przekonany, że w dużym stopniu to właśnie dzięki jeździe na rowerze. Serio :)

you can't buy happiness

„- Panie doktorze, ile czasu mi zostało?”

Intensywne korzystanie z roweru w niemal każdych warunkach sprawiło, że lakier mocno ucierpiał, pojawiły się pierwsze ogniska rdzy i był już  najwyższy czas, aby oddać ramę w dobre ręce do malowania.

O renowację Otto poprosiłem Michała „Dreta” z serwisu BikerStudio, któremu dotychczas powierzałem mój rower na wszelkie naprawy i zawsze byłem z nich zadowolony. Po odebraniu ode mnie Otto i dokładnych oględzinach, Dret musiał jednak, jak lekarz po rutynowym badaniu, przekazać mi złą nowinę:

Na ramie, na skośnej rurce, gdzie blisko 4 lata temu zaspawane zostały ubytki po zaczepach na bidon, po zdjęciu lakieru ukazały się spore pęknięcia:

broken

Jazda na tak uszkodzonej ramie mogła źle się skończyć.

Smutek jak zwykle ogarnął mnie tylko na chwilę i od razu zabrałem się do działania. Miałem do wyboru – wymienić całą rurę (koszt ok. 400 zł, dużo czasu i pracy), albo pożegnać się z ramą i przenieść duszę Otto do nowego szkieletu.

Nie chciałem czekać zbyt długo i miesiącami polować na dobrą ramę do renowacji, miałem też na uwadze, że Otto był jednak odrobinę za duży na moje krótkie nogi, więc wybór padł na inną ramę. Rama Otto Blau zawiśnie na ścianie w mieszkaniu,  a teraz mogę przedstawić Wam nowe wcielenie mojego towarzysza codziennych podróży.

Proszę Państwa, oto reinkarnacja Otto Blau – minimalistyczny, klasyczny rower  Otto Black (sic!):

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Inspiracją do jego budowy był Kinfolk Autumn Johna Buellena, który już 4 lata temu sprawił, że serce zabiło mi mocniej oraz custom na ramie Cinelli Gazzetta zbudowany przez Japończyków z Blue Lug.

Bazą do zbudowania Otto Black została sprowadzona z Londynu, zbudowana na rurkach Reynoldsa, nowa, wzorowana na torowych, stalowa rama BLB Classic-R 4130 Chromoly.

Ciekawostka nr 1: właścicielami londyńskiej firmy Brick Lane Bikes, w której zamówiłem ramę i niektóre części są Polacy – Maciej Wrotek i Janusz
Milewski.

Ciekawostka nr 2: ok. czterech lat temu wygrałem rower stworzony i zbudowany właśnie przez BLB w kooperacji z H&M.

Szukając ramy rozważałem również Włoszkę na rurkach Columbusa – Cinelli Gazzetta Black Friars, ale mimo klasy i kultu, jakim darzona jest marka Cinelli, w tym przypadku musiała ona ustąpić pierwszego miejsca Brytyjce z BLB, która mimo podobnej geometrii ma znacznie ładniejszy, zbudowany na mufach, chromowany widelec, bardziej klasyczne malowanie i klasyczne 1″ stery.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

„Umarł król, niech żyje król!”

Niebieskie („blau”) malowanie poprzedniego wcielenia Otto, choć było piękne i eleganckie to dosyć rzucało się w oczy, co nie do końca mi pasowało. Chyba też, po blisko 4 latach po prostu mi się… znudziło. Wolałem coś bardziej stonowanego i „surowego”. Ponieważ w swoim otoczeniu najbardziej lubię czerń, biel i odcienie szarości tym razem wybór padł na nieśmiertelną czerń, która zwłaszcza na rowerach zawsze prezentuje się z klasą.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black został złożony przez Dreta z BikerStudio na nowej ramie, ale z wieloma używanymi częściami z mojego poprzedniego roweru, co dodaje mu charakteru. Bardzo lubię przetarcia na siodle i obszyciu kierownicy i nie mogę się doczekać podobnych na nowych paskach do nosków.

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Jeśli chodzi zaś o praktyczne doznania z jazdy, to już po jeździe próbnej wiedziałem, że od strony technicznej to był strzał w dziesiątkę. Otto Black jest o wiele bardziej zwrotny i to robi ogromną różnicę podczas jazdy. Dret mówi, że to dlatego, że ma inny, torowy kąt ustawienia widelca. Ja się na tym nie znam, ale jeżdżąc na nowym Otto zaczynam wierzyć, że jazda jak w „Premium Rush” jest rzeczywiście możliwa ;-)

A czy Wasze rowery już są gotowe do letniego sezonu?
Do zobaczenia na ulicach! :)

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Otto Black by arturgrabias.com

Serwisy rowerowe w Warszawie

Przez prawie 2 lata od zbudowania Otto Blau jeździłem nim niemal codziennie i miałem okazję odwiedzić kilka serwisów rowerowych. Niestety, przekonałem się na własnej skórze, że tak jak w przypadku serwisów samochodowych, wśród tych dla rowerów także dosyć często zdarzają się niewykwalifikowani mechanicy oraz naciągacze, którzy potrafią doszukać się nieprawidłowego działania sprawnych części lub liczyć sobie absurdalne pieniądze za 5-minutowe przyglądanie się rowerowi nazywając to „przeglądem”.

Z litości dla tych marnych biznesów nie będę wymieniał ich adresów, za to z przyjemnością napiszę, że w stolicy, na szczęście, są także solidne serwisy rowerowe. Na podstawie własnych doświadczeń mogę polecić  dwa z nich, ale nie wątpię, że jest ich więcej, tylko nie miałem okazji do nich trafić.


Pierwsze na mojej liście jest znajdujące się w okolicy metra Słodowiec (ul. Klaudyny 32) – bikerStudio. Jego pracownicy niejednokrotnie udowodnili mi, że serwisowanie roweru nawet na retro częściach nie jest dla nich żadnym problemem, nie trzeba zostawiać u nich całego portfela, a i nigdy nie musiałem szybko do nich wracać.

biker studio

Zdarzało się, że Rafał wybijał mi z głowy pomysły głupich modyfikacji roweru, nawet takie, na których jako firma mogliby zarobić, a Michał ratował mojego Otto, gdy wydawało się, że czekają mnie duże wydatki – na przykład, gdy wpadłem w nocy w tak solidną dziurę, że nie tylko złapałem gumę i lekko skrzywiłem koło, ale w obręczy powstało całkiem spore wgniecenie. Poradzili sobie i z tym!

Są zdecydowanie godni zaufania i polecenia. Choć bliżej mam przynajmniej kilka innych serwisów – bez wahania nadkładam drogi i jadę do nich. Dodatkowo mają super fajną usługę – wypożyczanie rowerów na doby. Zamiast tłuc się Veturilo czy przesiadać do metalowych puszek możecie na czas serwisowania Waszego roweru zgarnąć jeden z ich rowerów testowych. Fajnie, prawda? :)


Drugi serwis to Buacchini biciclette. Bliżej do niego mogą mieć Warszawiacy mieszkający w południowej części miasta, bo umiejscowiony jest na Wawrze. Czasami możliwy jest odbiór roweru wprost spod Waszych drzwi – warto zadzwonić i zapytać. Za tym serwisem stoi nie kto inny jak budowniczy mojego roweru – Kamil „Kams” Błachnio, więc bez wahania mogę go polecić jako porządnego mechanika, który nie zrobi Was „w jajo” i profesjonalnie ogarnie Wasze rowery. Korzystajcie!

Kams


P.S. Zanim wybierzecie się do serwisu koniecznie sprawdźcie czego nie mówić mechanikowi ;-)

fot. tytułowa – Piotr Zięba