„To, co wielu ludzi nazywa kochaniem, polega na wybraniu jakiejś kobiety i ożenieniu się z nią. Wybierają ją! – przysięgam ci, sam widziałem. Tak jakby w miłości mogło się wybierać, tak jakby to nie był piorun, który strzela w ciebie i zostawia cię zwęglonego na środku patio. Powiedz, że wybierają, bo je kochają, ja myślę, że jest na odwrót. Nie wybiera się Beatryczy. Nie wybiera się Julii. Nie wybierasz ulewy, która zmoczy cię do suchej nitki, gdy wracasz z koncertu.”

„Gra w klasy” Julio Cortazara to jedna z książek, które z Eloise kojarzą mi się najbardziej. Z tą Eloise, którą znałem na przełomie 2007/2008 r., z którego również pochodzą poniższe fotografie. Prawie wszystkie z analogowej Prakticy.

20120916-115651.jpg

20120916-115707.jpg

20120916-115724.jpg

20120916-115809.jpg

20120916-115821.jpg

Zabawy w skojarzenia ciąg dalszy:

Poświatowska. Listy pisane odręcznie, schowane gdzieś w zielonym pudełku. „Zrób ze mną coś swojego” Leguta i czarna świnka goniąca ludzi na rynku w Bytomiu. Śląsk. Uliczki i kawiarnie Paryża. Magiczny Kraków i baldachim w wynajętym mieszkaniu. Pociągi relacji Lublin – Katowice. „Krótkie godziny szczęścia i długie godziny marzeń.” Śniadania na parapecie. Pado kolubię. Calineczkowe 156 cm i Mama baletnica. Na półce książki napisane przez Tatę. Płyta „Happiness is easy”. Marysia Peszek w deszczu maleńkich żółtych kwiatów. Múm i ich fortepianowa mapa. „The Million Dollar Hotel”. OFF Festival jeszcze w Mysłowicach. Lenny Valentino. Louis Armstrong. Street Art i sztuka w niemal każdym wydaniu. Sympatyczna, merdająca ogonem „beczka” w małym pokoju na wielkim łóżku z IKEI lub pod nim. Pianino, którego nigdy nie usłyszałem i Yann Tiersen. „Amelia”. „Harfa traw” i – w końcu – „krótka piosenka o rozstaniu”.

20120916-115833.jpg

20120916-115845.jpg

20120916-115858.jpg

20120916-115906.jpg

20120916-115917.jpg

20120916-115923.jpg

20120916-115930.jpg